okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6 (16)/2009 >> U Pana Boga za piecem...

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Białystok i okolice


U Pana Boga za piecem...

Kalina Stachowiak
Pożegnanie z Jurowcami, droga w stronę Tykocina

Białostocczyzna to cudowna niecka dla rowerzystów. Klimat małych miasteczek i sielskich wsi, drewniane kościoły i kolorowe cerkwie oraz przydrożne krzyże i kapliczki tworzą niezapomnianą atmosferę. Do tego bogata sieć dobrze oznaczonych szlaków rowerowych sprawia, że można tu pozostać na dłużej.

Zwiedzanie Białegostoku rozpoczynamy od tak zwanej wielkiej cukiernicy. Taką nazwę nosi kościół świętego Rocha, a potem w dół pedałujemy do rynku i dalej do Wersalu Północy, czyli Pałacu Branickich, a obecnie siedziby akademii medycznej. XVII-wieczny pałac jest niewątpliwie najcenniejszym zabytkiem Białegostoku. Kręcimy się jeszcze trochę po mieście i po tej sporej dawce wrażeń kulturalnych, mając w pamięci kadry z filmu „U Pana Boga za piecem”, kierujemy nasze jednoślady przez Puszczę Knyszyńską do Królowego Mostu. Szlak okazuje się niespecjalnie przejezdny – padało, więc grzęźniemy w mokrej glinie. Ponieważ poruszanie się z prędkością ślimaka rokuje zmianę planów, uciekamy w miękkie poszycie leśne z nadzieją osiągnięcia twardego gruntu. Królowy Most z daleka wita nas widokiem charakterystycznej bani prawosławnej cerkwi świętej Anny. Ot, przyjemna miejscowość letniskowa. Dalej obieramy kurs na Supraśl, trzymając się niebieskich oznaczeń szlaku. Witają nas urokliwe, brukowane uliczki.
Mijamy zespół pałacowy Buchholtzów i pedałujemy dalej pod prawosławny monastyr obronny, w międzyczasie posilając się w jednym z barów ziemniaczaną babką – regionalnym specjałem. Mijamy wielu rowerzystów. Nic dziwnego – pogoda piękna, a Supraśl jest bardzo dogodnym miejscem wypadowym na podlaskie szlaki. Po drodze coś dla panów – muzeum wozów straży pożarnej. W Wasilkowie szereg drewnianych domków z końca XIX wieku i kolejna cerkiew. Mijane przez nas miasteczka są bardzo malownicze i chciałoby się zatrzymać w nich na dłużej. Obieramy kurs na zachodzące słońce, czyli pedałujemy do Dobrzyniewa i dalej, przez pola i łąki, doliną Supraśli i Narwi dojeżdżamy do Tykocina. Już po zmroku odnajdujemy gospodarstwo, gdzie rezerwowaliśmy nocleg.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”


 



Zdjęcie: Kalina Stachowiak, Paweł Hańczur