okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6 (16)/2009 >> Przyczep mnie, tato

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na rozgrzewkę >> z Poznania do Konina


Przyczep mnie, tato

Bożena i Przemysław Warkoccy
Konny Jaszków dobry także dla stalowych rumaków

Przyszło lato, a wraz z nim słońce, wakacje i przygoda. Doskonały czas na realizację marzeń o rowerowej włóczędze. Rozpatrując różne możliwości, bez chwili wahania, zdecydowaliśmy się na zakup przyczepki rowerowej, odrzucając pomysł jazdy z dzieckiem na siodełku. Wystartowaliśmy z Poznania z zamiarem trzymania się jak najbliżej Warty i dojechania do Konina.

Długo przygotowywaliśmy się do naszej tygodniowej, wakacyjnej przygody. Okazało się, że przyczepka ma swoje gabaryty, a wewnątrz miało jechać ponaddziesięciokilogramowe dziecko, więc wyboiste meandry Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego nie zawsze mogą być przydatne dla czterokołowego bicykla. Postanowiliśmy więc zmodyfikować trasę…
Zanim przygotowaliśmy małą rowerzystkę, na zegarku dochodziła jedenasta. Nocleg zaplanowaliśmy u krewnych w Mosinie. Drogą Dębińską, wykorzystując Nadwarciański Szlak Rowerowy, dotarliśmy do Lubonia i Wirów. Stąd polno-leśną drogą, już w granicach Wielkopolskiego Parku Narodowego, dojechaliśmy do Jarosławca. W okolicach leśniczówki Wiry układaliśmy Oleńkę do snu, gdy minęła nas rowerowa rodzina ze śpiącymi dziećmi na siodełkach. Ten widok utwierdził nas w przekonaniu, że zakup przyczepki rowerowej dla Oli był strzałem w dziesiątkę.
Dojechaliśmy do dawnej rezydencji namiestnika Kraju Warty Arthura Greisera, stąd brzegiem Jeziora Góreckiego wjechaliśmy przez piachy do Pożegowa. Uff, ciężka ta przyczepka, lecz w nagrodę zjazd po asfalcie. Po dziesięciu minutach zjawiamy się na mosińskim ryneczku.
Przyczepkę przekształciliśmy w wózek miejski i poszliśmy zobaczyć miejscowy kościół pod wezwaniem świętego Mikołaja i pomnik eleganta z Mosiny, stojący pomiędzy zachowaną synagogą a Kanałem Mosińskim.
Na kolejny dzień zaplanowaliśmy pięć, sześć godzin jazdy. Błękitny szlak rowerowy poprowadził nas przez lasy nadwarciańskie wprost do Krajkowa. Przejeżdżając przez Sowiniec, natknęliśmy się na wyremontowaną posiadłość, która tak nas oczarowała, że postanowiliśmy objechać ją wzdłuż ogrodzenia. Była to stadnina koni arabskich, otwarta na nadwarciańskie łęgi.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”
 



Zdjęcie: Przemysław Warkocki