okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 6 (16)/2009 >> 6 (16)/2009 >> Na skraj Sahary

poradniki

Mocne, trwałe i skuteczne

Takie są właśnie nowoczesne hamulce tarczowe. Bez względu na warunki i pogodę zahamują kiedy trzeba.   Początek lat 90. ubiegłego... »

Wyprawa numeru >> Maroko


Na skraj Sahary

Karol Miszalski-Jamka
Radość z jazdy rowerem po Saharze na długo pozostanie nam we wspomnieniach

Dla jednych to Brama Afryki. Dla tych z drugiej strony lustra to Brama Europy. Maroko. Granica kontynentów, granica kultur, granica dwóch światów. Takie miejsca na pograniczu urzekają i zniewalają. Dlatego tam pojechaliśmy.

Co tam przewozicie? – celnik w hali przylotów wskazuje palcem na nasze dwa przepastne kartony. – Rowery. Używane, do jazdy – tłumaczymy. Urzędnik nie wygląda jednak na przekonanego. – Czy nowe? – pyta. – Nie, używane – powtarzamy jak mantrę. Znowu te same pytania i znowu te same odpowiedzi. Bez końca.
Uff... W końcu zniechęconym gestem daje nam do zrozumienia, że możemy iść dalej. Uradowani opuszczamy budynek lotniska. Nasza wolność nie trwa jednak zbyt długo. Nie zdążyliśmy się nawet obejrzeć, a nasz dobytek niosą dodatkowe trzy pary marokańskich rąk. Skąd się wzięły? W końcu lądujemy przy taksówce, która ma nas zabrać do oddalonego o 30 kilometrów centrum Agadiru. Emocje wreszcie opadają. Jest styczniowy wieczór, a niecałe dwanaście godzin wcześniej biegaliśmy po krakowskim peronie.
Przygotowania do wyprawy zajęły nam miesiąc. Decyzję podjęliśmy na początku grudnia ubiegłego roku i cudem zdobyliśmy bilety lotnicze. Wiedzieliśmy, że chcemy jechać do Afryki, w jakieś niezwykłe miejsce. Trafiliśmy w końcu na zdjęcia z Maroka – surowego krajobrazu Atlasu Wysokiego i piasków Sahary. Już nic nie mogło zmienić naszej decyzji. Później było bieganie do sklepów i kompletowanie sprzętu – od tabletek do uzdatniania wody, po sprawdzone przyczepki jednokołowe. Zaopatrzyliśmy się także w kuchenkę wielopaliwową oraz opony wyprawowe z vectranu, materiału stosowanego z powodzeniem na lądownikach marsjańskich.
Za cel naszej wyprawy wybraliśmy południe Maroka. Północ jest nastawiona bardziej na turystykę komercyjną. Wolimy tereny trudno dostępne, jak najmniej dotknięte cywilizacją Europy. Na południu jest też coś, czego nie ma gdzie indziej: majestatyczne szczyty Atlasu, bajkowe doliny Dades i Todry oraz piaski Sahary. Jeden z celów naszej wyprawy był nieco trudniejszy od pozostałych – pokonanie rowerami Atlasu Wysokiego przez Tizi-n-Tischkę – najwyżej położoną drogę asfaltową w Maroku.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Karol Miszalski-Jamka i Kasper Uznański