okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6 (16)/2009 >> 6 (16)/2009 >> Do startu gotowi...

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Luz na korbach


Do startu gotowi...

Marek Zgaiński

Pewien angielski dżentelmen swego czasu przypatrywał się zmaganiom sportowców na stadionie i gdy wystartowała grupa biegaczy, zapytał siedzącego obok kibica: – Po co oni biegną? – Jeden z nich będzie pierwszy na mecie – odparł zagadnięty. – No, to po co w takim razie biegną pozostali?
Ta stara anegdota znakomicie ilustruje mój stosunek do wszelkiego rodzaju wyścigów. Zastanawiam się, o ile ludzie byliby szczęśliwsi, gdyby jakiś jaskiniowiec nie wpadł na pomysł, że zamiast uganiać się za mamutem, wszyscy w równym tempie, biegać – kto pierwszy do mety. O ile mniej byłoby stresu i frustracji przegranych, pychy i przerostu ambicji tych nielicznych, którym udało się wygrać. Nie byłoby „wyścigu szczurów”, który każdy uważa za idiotyczny, ale i tak bierze w nim udział. Uczestniczymy w wielu gonitwach, czasem nie mamy nawet świadomości, że się ścigamy. Tego właśnie wymagają presja społeczna, duch czasów czy inne nienazwane aspekty. Stajemy w blokach startowych i biegniemy do mety, która jest początkiem następnego wyścigu. Ze świadomością, że tak będzie do końca życia, które musi być życiem zwycięzcy.
Dlatego zupełnie nie potrafię pojąć, że ścigamy się również na rowerach, chociaż nie ma żadnego przymusu. Wiem, że w tym momencie posypią się na mnie gromy ze strony wszystkich miłośników maratonów, etapów i krosów, ale mimo to powtórzę, że nie pojmuję tego, co powoduje, że zamiast odpocząć sobie od wyścigów, na luzie pedałując, wsiada się na rower i wyciskając siódme poty oraz wyczerpując rezerwy adrenaliny gna do mety. No chyba, że ktoś ma takie spokojne pracę i życie, że ani się nie spoci, ani mu adrenalina nie skoczy. Zakładam jednak, że i tacy mieszczą się w granicach błędu statystycznego. Reszta ma inaczej. Od poniedziałku do piątku w ostrym galopie, a w weekend zamiast zwolnić – dawaj, dalej się ścigać. Może tak z nawyku albo ze strachu, że jak się zwolni przez dwa dni, to się potem tempa już nie chwyci... Może jest jednak coś takiego w naturze ludzkiej, co każe nam się ścigać, niezależne od sytuacji. Jeśli tak, to chyba lepiej się ścigać z samym sobą niż z innymi, zamiast zastanawiać się: ja ich czy oni mnie, przekraczać kolejne mety swoich możliwości, nie oglądając się na innych.
Jednak takie myślenia ma u nas przed sobą dopiero przyszłość, chociaż w innych kulturach jest popularne od paru tysięcy lat. W naszej mentalności wyścig to przecież zabawa towarzyska i pewnie z tego powodu ścigamy się również grupowo na rowerach. Kto pierwszy będzie na mecie? No dobrze, ale po co w takim razie jadą pozostali?
PS
Zwykle nie umieszcza się postscriptum przy felietonie, ale dowiedziałem się, że jest taki specjalny program do trenażerów, który nie dość, że pokazuje na monitorze trasę, dostosowuje do niej opór, to jeszcze pozwala na ściganie się z innymi, trenującymi w domach, przez internet. No proszę!



 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164