okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5 (15)/2009 >> Wędrówką jedną życie jest człowieka

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na rozgrzewkę >> Głogów – Grochowice


Wędrówką jedną życie jest człowieka

Marek Zgaiński
Ruiny zamku w Siedlisku

Gdyby Edward Stachura urodził się później, swojej idei wędrowania i pisania nie wcielałby w życie podróżując pieszo, autostopem czy pociągami, ale rowerem. Czterdzieści lat temu nie był to szczególnie poważany środek transportu. Postanowiliśmy przemierzyć na rowerach jeden ze szlaków, po których wędrowałby pisarz.

Wybór padł na opisaną w powieści „Siekierezada” drogę z Głogowa do wsi Grochowice. Trasa jest krótka, a Stachura przemierzył ją prawie całą pieszo w ciągu jednego, zimowego dnia. W okolicy jest jednak jeszcze parę innych miejsc, niezwiązanych z poetą, ale wartych obejrzenia. Do nich także planowaliśmy dotrzeć.
Zaczynamy o godzinie dziesiątej rano w Nowej Soli. Chcąc być wierni literaturze, powinniśmy ruszyć z Głogowa, ale Nowa Sól jest bliżej komunikacyjnie, bo nocowaliśmy w Zielonej Górze, którą traktujemy jako bazę wypadową . Postanawiamy zrobić kółko na trasie Bytom Odrzański, Głogów, Grochowice, Siedlisko, Nowa Sól. Przy pięknej, słonecznej pogodzie ruszamy na południe i za miastem, przed przejazdem kolejowym, skręcamy na Kiełcz. Widok pustej, ginącej w lesie drogi podziałał jak magnes. W końcu mamy jechać po śladach poety, który trzymał się z dala od uczęszczanych traktów. Z mapy wynika, że część drogi będzie wiodła leśnym duktem, ale mamy nadzieję, że damy radę przejechać na szosowych oponach. W Kiełczu zapytani mieszkańcy wskazują kierunek na Bytom Odrzański, ale ostrzegają, że możemy mieć problemy, bo wezbrał strumyk przecinający drogę. Gdy dojeżdżamy, okazuje się, że to całkiem spora rzeczka i albo się przeprawiamy, albo wracamy z powrotem na asfalt, nadkładając kilka kilometrów. Przeprawiamy się. Bohatersko zdejmuję buty i podwijam spodnie. Woda jest zimna, ale udaje się przetransportować towarzyszkę wyprawy i rowery na drugi brzeg. Wtedy okazuje się, że parę metrów dalej, za drzewami, jest kładka, po której można by normalnie przejechać. No cóż... kilka minut tracimy, żeby się pośmiać z tej sytuacji i jedziemy dalej do Bytomia Odrzańskiego. Gdyby Stachura tutaj trafił, pewnie byłby zachwycony. Z pozoru takie sobie miasteczko, a w środku cudna perełka czy, jak powiedziałby poeta: „gałązka jabłoni”.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 



Zdjęcie: Marek Zgaiński