okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5 (15)/2009 >> Sielanka na odludziu

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Mazury


Sielanka na odludziu

Tomasz Dębiec
W Pluskach nad Jeziorem Pluszne

Jechałem na drugi koniec Polski, na Mazury. Niestety, cel nie był wakacyjny, co gorsza, w żaden sposób niezwiązany z rowerem. Mimo wszystko, swoim zwyczajem, wierny jednoślad wrzuciłem do bagażnika samochodu. Miałem kilka spotkań umówionych, kiedy okazało się, że jedno z nich nie może dojść do skutku. Nie zmartwiłem się tym jednodniowym okienkiem. Rower tylko na to czekał.

Wszystko układało się idealnie. Utknąłem w ciekawej okolicy, a aura z deszczowej zmieniła się na pogodną. – Mogłoby być trochę cieplej – marudziłem pod nosem, ale zaraz potem oprzytomniałem, że i tak nie planuję plażowania, a jazdę na rowerze. – W jakiej jesteśmy miejscowości – musiałem spytać gospodarza kwatery, w której się zatrzymałem, bo naprawdę nie miałem pojęcia, gdzie jestem.
– W Swaderkach – ten z trudem krył zdziwienie, że można być takim ignorantem.
Ubawiła mnie ta sytuacja, bo i mnie zdarzyło się to pierwszy raz. Przed wyjazdem rowerowym prowadzę zazwyczaj skrupulatne dochodzenie. Gdzie jechać, którędy podjechać, którędy zjechać, co zobaczyć, co opuścić, ile kilometrów trzeba będzie pokonać, jak dostać się do punktów widokowych? Stawiam sobie szereg pytań i próbuję znaleźć odpowiedzi, zanim wsiądę na rower. Teraz wiedziałem tylko tyle, że jestem na Mazurach, w Swaderkach, gdzieś niedaleko.
Z głównej szosy, w malutkich Swaderkach skręciłem na piaszczysty dukt, którym miałem dotrzeć do Orzechowa. Mój rower, który idealnie nadaje się do trudnych, górskich przepraw, tutaj trochę nie pasuje. – Dobrze, że jest piach pod kołami, szerokie opony mają przynajmniej co robić – doszukiwałem się racjonalizmu w używaniu tego, a nie innego sprzętu w tych sielskich okolicznościach przyrody.
Na mojej mapie przy nazwie miejscowości Orzechowo zaznaczono zabytkowy neogotycki kościół. Po około trzech kilometrach stanąłem przed jego strzelistą sylwetką. Uderzyło mnie to, że oprócz zabudowań przy świątyni i leśniczówki, którą mijałem jakieś sto metrów wcześniej, jest tu pusto. Orzechowo jako miejscowość praktycznie nie istnieje. Niemały przecież kościół na takim pustkowiu to swoisty ewenement. Mimo że był środek sezonu i prowadzą tu szlaki rowerowe, nie spotkałem w Orzechowie nikogo.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Tomasz Dębiec