okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5 (15)/2009 >> Dla romantyków i włóczykijów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Gotlandia


Dla romantyków i włóczykijów

Artur Hałagan
Wapienne ostańce – jedna z największych atrakcji Fårö

Gotlandia to z pewnością dar bogów dla ludzi. 180-kilometrowa linia brzegowa, z czego 80 kilometrów to dobrze utrzymane plaże, położone u stóp skalistych klifów. A przy tym największa w Szwecji liczba słonecznych dni w roku. Chcąc poznawać Gotlandię z wysokości siodełka, wystarczy zwykły rower. Ba! Nawet wigry 3 dałby tam radę. 

Kilka lat temu postanowiłem zdobyć „Koronę Bałtyku”, czyli odwiedzić z rowerem wszystkie wyspy leżące na naszym morzu. Podczas kilku wyjazdów moje koła toczyły się po drogach Bornholmu, Wysp Alandzkich, w końcu przyszedł czas na odwiedzenie ostatniej dużej wyspy – Got- landii. Jako że miałem krótki, bo zaledwie sześciodniowy urlop, zdecydowałem się tylko na jej północną część, razem w wyspą Fårö.
Mieszkając zaledwie 20 kilometrów od lotniska w Katowicach-Pyrzowicach, każdorazowo mam ogromną frajdę, że do samego terminalu mogę dojechać rowerem, bocznymi drogami i duktami leśnymi. Tak było i tym razem. Po krótkim pożegnaniu z rodziną wyruszyłem w kierunku lotniska. Lot do Szwecji (lotnisko Sztokholm-Skavsta) trwał półtorej godziny. Wylądowałem około 22.30. Pedałowałem tylko do pobliskiego, kameralnego lasku i tam rozbiłem namiot. Noc minęła spokojnie, nikt ani nic nie zakłóciło mojego snu. Jedynie chłód dawał się czasami we znaki, wszak to dopiero pierwsza połowa maja.
Następnego dnia, wczesnym rankiem wyruszam w drogę. Cieszę się w duchu, że to podróż, podczas której bardziej będę się delektować mijanymi krajobrazami niż liczyć litry wylanego potu.
Drogi na Gotlandii są równe, wygodne, a kierowcy wyjątkowo kulturalni. Z nostalgią wspominam swój pobyt przed siedmioma laty, kiedy wraz z niedawno poślubioną żoną wypływałem stąd dalej, do Helsinek, w trzymiesięczną rowerową podróż poślubną wokół Półwyspu Skandynawskiego.
Pierwszą miejscowością na trasie jest Nyköping. Tutaj skręcam w boczną drogę nr 219, która po 130 kilometrach zaprowadzi mnie do miejscowości Nynäshamn, skąd następnego dnia rano wypływa prom na Gotlandię (miejsce zarezerwowałem już wcześniej, za pośrednictwem internetu).

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”


 



Zdjęcie: Artur Hałagan