okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5 (15)/2009 >> Prawie jak w Szwajcarii

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Kaszuby


Prawie jak w Szwajcarii

Krzysztof Ulanowski
Bory Tucholskie pełne są krętych ścieżek, w sam raz dla rowerzystów

Znacie taką krainę, w której można znaleźć zarówno wzgórza, jak i doliny, jeziora i morski brzeg? Krainę, której władcy potężnej stolicy wojowali niegdyś z ogromną Rzecząpospolitą? W której nawet małe wioski szczycą się wielopokoleniowym dziedzictwem swoich rzemieślników?

Na początku plan jest taki, że jedziemy pociągiem do Trójmiasta, a potem rowerami na Hel. Rankiem, podczas przesiadki w Bydgoszczy, plany nagle się zmieniają.
– A może by tak Bory Tucholskie i Kaszuby – proponuje Albin, a pozostali natychmiast zgadzają się. Trudno się temu dziwić, bo jak tu porównać ciśnięty w morze, wąski pas piachu z porośniętą lasem krainą, pełną morenowych wzgórz i wydrążonych przez lodowiec jezior? Początki dobrego okazują się jednak niemiłe. Przede wszystkim sam wyjazd z Bydgoszczy wcale nie jest taki prosty. W końcu, klucząc od ronda do ronda, trafiamy na drogę w kierunku Tucholi. Niestety, szosa nr 25 jest bardzo ruchliwa, więc co rusz, tuż koło nas, przejeżdżają samochody, niemal ocierając się o sakwy. Stres wynagradzają nam widoki na zalesioną dolinę Brdy i rozlane na jej dnie Jezioro Koronowskie. Korzystne jest to, że jadąc nieprzyjazną drogą, nie mitrężymy, lecz pedałujemy, ile sił w nogach, żeby jak najszybciej wydostać się z matni.
Późnym popołudniem dojeżdżamy do Tucholi. Nagrodą za trud jest mrożona kawa w kawiarni „Wrzos”. Zmęczenie daje się jednak we znaki i zaczynam przysypiać nad szklanką z niedopitym napojem. To sygnał, że trzeba jechać dalej i jak najszybciej znaleźć jakiś nocleg! Wskakujemy na rowery i już za chwilę pedałujemy przez Bory Tucholskie. Na prawo od strony szosy znajduje się jakieś małe jeziorko. Rozbijamy się w pobliżu brzegu, na skraju lasu. Teraz tylko kolacja i spać – myślę sobie. Jednak nic podobnego. – Zwijać te namioty, bo będzie grzywna – krzyczy do nas przechodzący kilka kroków dalej mężczyzna w mundurze. Pakujemy się i jedziemy szukać innego miejsca. Znajdujemy je nad kolejnym jeziorem. Jakie to szczęście, że jezior na tej ziemi jest pod dostatkiem, a w dodatku nie przy każdym spotkać można leśniczego! Rano nie przedłużamy popasu, tylko zwijamy obóz i pędzimy do nieodległego już Czerska. To już właściwie Kaszuby!

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Ewa Nowaczyk