okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5 (15)/2009 >> 5 (15)/2009 >> Popatrz na drogę. Jadą dwa wiełasipiedy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Krym


Popatrz na drogę. Jadą dwa wiełasipiedy

Lucyna Czajkowska
Przed Koktebelem

Dlaczego Krym? Mówiono nam, że jest tam pięknie. Do Odessy polecieliśmy samolotem, a potem już tylko pociągiem – 11 godzin do Symferopola. Spakowaliśmy się bardziej „oszczędnie” niż zazwyczaj. Musieliśmy zabrać namiot, śpiwory, materace, menażkę itp. Wyszły z tego dwie torby z rowerami, przyczepka, dwa worki, sakwa, torba, dwie sakwy na kierownicę i plecak. Razem 73 kilogramy.

W pociągu z Odessy do Symferopola wykupiliśmy dla siebie cały przedział. Bagaże zmieściły się na jednym łóżku i częściowo na drugim. Było jak w saunie, bo cały wagon nagrzał się niemiłosiernie, a okna nie dało się otworzyć. W toalecie znalazłam kilka uchwytów nie wiadomo do czego, ale dzięki nim i moim akrobacjom udało mi się umyć nie tylko twarz. Kiedy wróciłam do przedziału, Igor już prawie spał.
Następnego dnia pedałowaliśmy już po Krymie. Był bardzo duży ruch na drodze, samowolka w wyprzedzaniu. Marszrutki to dobry wynalazek, tylko nie dla rowerów – zajeżdżają nam drogę, a pasażerowie nie zwracają uwagi, gdzie wysiadają lub „na kogo” (marszrutka to mikrobus przystosowany do przewozu około 10-15 pasażerów; na Krymie to najwygodniejszy sposób poruszania się na krótkich dystansach).
Pierwszy nocleg zaplanowaliśmy w Biełogorsku – w hotelu, ponieważ pierwszego dnia podróży nie chciało się nam rozbijać namiotu. Okazało się jednak, że hotel jest tylko na mapie, skorzystaliśmy więc z uprzejmości tutejszej młodzieży i spaliśmy w ich bursie. Bursa niejednego odstraszyłaby, ale dla nas okazała się zbawieniem: przyzwoity pokój, sedes w toalecie, gorący prysznic. Czego chcieć więcej po całym dniu jazdy? No może tego, aby prysznic nie był jednocześnie podłączony do prądu! Kopał jednak bardzo delikatnie. Za to obsługa jak w hotelu pięciogwiazdkowym. Wniesiono nam bagaże, spytano, czy wiemy, gdzie jest sklep, a rano, czy jesteśmy wyspani.
Następnego dnia słońce dało nam nieźle popalić. Zaczęły się słynne krymskie łąki, które skutecznie odciągały wzrok od patrzenia pod koła. Rozpoznaliśmy na nich maki, rumianek, margaretki, kocankę, polne dzwonki, ostróżki w kilku odcieniach fioletu i różu i wiele innych. Wśród łąk, drogą wzdłuż morza, dojechaliśmy do Koktebelu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 



Zdjęcie: Lucyna i Igor Czajkowscy