okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5 (15)/2009 >> 5 (15)/2009 >> Najgroźniejszy pojazd świata

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Luz na korbach


Najgroźniejszy pojazd świata

Marek Zgaiński

Czołg, samochód opancerzony z wyrzutnią rakiet, działo samobieżne? Nie, najgroźniejszy jest rower. Rower potrafi uczynić takie spustoszenie w otoczeniu, że aż strach pomyśleć. Pewnie właśnie ze strachu ustawodawca pospołu z organami ścigania i wymiarem sprawiedliwości zamykają pijanych rowerzystów w więzieniach. Nietrzeźwy człowiek, czyli nie do końca świadomy tego, co robi na rowerze, jest tak wielkim zagrożeniem dla społeczeństwa, że trzeba go od niego odizolować w zakładzie karnym przynajmniej na rok. W więzieniach przebywa obecnie około dwóch tysięcy cyklistów. Kierowcy samochodów, których złapie się na podwójnym gazie, dostają „zawiasy” i cieszą się wolnością oraz perspektywą odzyskania prawa jazdy za dwa lata. Nawet, jeśli sprawa dotyczy pijanych prominentów za kółkiem, których tym bardziej powinno się przykładnie karać. Niby prawo jest jednakowe dla wszystkich... Jednak wniosek jest oczywisty – rowerzyści po paru piwach to demony zniszczenia, aniołowie piekieł i jeźdźcy Apokalipsy w jednym.
Pogląd ten nie jest czymś nowym. W latach osiemdziesiątych spotkałem człowieka, któremu rower zrujnował życie. Dosłownie. Ów znajomy był listonoszem w małym miasteczku, w którym się wszyscy znali. Po pracy wypił piwko, bo dzień był słoneczny i upalny, na służbowym rowerze pedałował do domu. Pech sprawił, że jego droga przecięła się z drogą radiowozu. Został zatrzymany, musiał chuchnąć, potem była sprawa w trybie doraźnym, otrzymał karę pół roku więzienia. Swoje odpokutował. W tym czasie żona od niego odeszła, dzieci przestały się odzywać, a gdy zakończył odbywanie kary, nigdzie nie mógł znaleźć pracy. Chociaż w tamtych czasach nie było z tym problemów.
Nie jestem zwolennikiem wsiadania po wypiciu alkoholu na cokolwiek, a tym bardziej na rower, nie jestem też orędownikiem abstynencji (nic tak nie smakuje, jak dobre piwo po długiej trasie). Preferuję umiar i rozsądek.
Parę lat temu policja aresztowała rowerzystę, który miał we krwi ponad siedem promili alkoholu, czyli podwójną, śmiertelną dla człowieka dawkę, ale... jechał. Wiadomość ta obiegła cały świat i znalazła się we wszystkich serwisach informacyjnych. Facet trochę przeholował, to fakt. Nadużyciem jest też zamykanie w więzieniu za jazdę na rowerze po dwóch piwach.
No chyba, że rzeczywiście rower jest najgroźniejszym pojazdem świata...

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”