okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4 (14)/2009 >> Niełatwo pokochać olbrzyma

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> z Islamabadu do Kantonu


Niełatwo pokochać olbrzyma

Adam Chałupski
W Chinach prawo zezwala na posiadanie tylko jednego dziecka. Za kolejne trzeba zapłacić podatek, na który większości rodzin po prostu nie stać (na zdjęciu dzieci ujgurskie)

Środek dusznej nocy. Jestem w maleńkim pokoiku gościnnym kilkadziesiąt kilometrów za Islamabadem. Próbuję zasnąć. Rozlega się głuche walenie do drzwi. Cisza. Nie otwieram. Ponowne walenie i znów cisza. Wstaję i nasłuchuję. Po chwili męski, stanowczy głos informuje, że to policja.

W drzwiach pojawia się trzech mundurowych, za nimi widzę twarze gapiów. Policjanci atakują mnie serią pytań. Dlaczego nie otwieram drzwi policji? Co wiozę? Przeszukują bagaż.
Od czasu, kiedy znów pedałuję po Pakistanie, niemal co wieczór interesuje się mną policja. Swoje działania uzasadnia dwojako: stanowię potencjalne niebezpieczeństwo albo ono mi grozi. Pewien rowerzysta z Holandii, podróżując po Pakistanie w latach 90., był skazany na ciągłą eskortę policji, która podążała za nim na dostarczonych im w tym celu przez komendę rowerach. Krzepki Holender szybko pozbył się eskorty, gdy tylko zaczęły się podjazdy. Do końca podróży jednak wciąż towarzyszyli mu inni funkcjonariusze. Dla mnie taka ucieczka byłaby teraz dużo trudniejsza – w górach rozpadła mi się przerzutka, więc dalszą trasę aż do Gilgitu kontynuowałem na jednym biegu.
Zaczął się ramadan, zdobywanie jedzenia na trasie, w ciągu dnia, stało się uciążliwe. Z tego powodu na jakiś czas zatrzymałem się w miasteczku Gilgit. To dla muzułmanów czas modlitwy, postu i abstynencji.
Dni mijały niepostrzeżenie. Któregoś poranka obudziłem się, zadając sobie pytanie: co dalej? Przede mną pasmo wielkich gór, a dalej... Chiny. Odczułem pustkę. Niewiele wiedziałem o tym kraju. Nawet się nie starałem go sobie wyobrazić. Chciałem się znaleźć tam z czystym umysłem.
Niestety, brak odpowiedniego banku zmusił mnie, aby wydać ostatnią gotówkę na bilet autobusowy do Kaszgaru. Było grubo przed czwartą w nocy, gdy ruszyłem na dworzec. Panował niemal całkowity mrok. Przestrzeń wypełniały śpiewy muezinów, dochodzące z minaretów. Głosy niosły się echem pośród otaczających miasto gór. Szybko uświadomiłem sobie, że otaczający mnie mrok pełen jest ludzi, którzy wstali na poranne modły.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 



Zdjęcie: Adam Chałupski