okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4 (14)/2009 >> 4 (14)/2009 >> Rozumiem koczowników

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

W cztery oczy >> Jacek Hugo-Bader


Rozumiem koczowników

Z reporterem i podróżnikiem Jackiem Hugo-Baderem rozmawia Filip Springer
Podróż przez Gobi to był miesiąc pedałowania w skrajnym upale za dnia i odpoczywania w skrajnym mrozie w nocy

Rower daje mi poczucie bliskości z ludźmi, podróżując nim, mogę bez przeszkód obserwować, jak żyją. To jest podstawa mojej pracy.

Przejechałeś rowerem pustynię Gobi, centralną Azję, Chiny. Nocowałeś zimą na Syberii w samochodzie, po tym, jak dachował na oblodzonej drodze. Dla wielu ludzi wszystkie te rzeczy mają znamiona wariactwa. Łatwo być reporterem i podróżnikiem?
– W tym, co robię, wariactwo jest konieczne, nieodzowne. Nie da się być reporterem i podróżnikiem bez tego szaleństwa.
Właśnie to wariactwo decyduje o tym, że z turysty stajesz się podróżnikiem. Podróżnik ma misję, cel, zadanie, które musi wykonać – polarnik musi dotrzeć na biegun, misjonarz krzewić wiarę w amazońskiej dżungli, kartograf narysować mapę, a reporter dotrzeć do ludzi i opowiedzieć o nich światu.

Co było w Twoim przypadku pierwsze – chęć opisywania świata na swój sposób czy chęć podróżowania?
– To nie tak. To chęć opisywania świata spowodowała, że zacząłem podróżować. Reporter musi być w drodze, bo tylko tak może poznać ludzi. Oczywiście, zdarzały się takie wyprawy, których istotą były podróż, przekroczenie jakiejś granicy. Taką ekspedycją było przejechanie na rowerze pustyni Gobi. 1130 kilometrów we dwóch. Do tego redakcja zażyczyła sobie, żeby codziennie przysyłać krótki tekst. W tym celu wyposażono nas w ciężki, telefon satelitarny, za pomocą którego mieliśmy wysyłać teksty. Ważył on siedem kilogramów i pod koniec każdego dnia nienawidziłem go z całego serca. Jak tu napisać coś ciekawego po jednym dniu, skoro polegał on tylko na tym, że się wstawało, jechało, jadło, znów jechało, potem rozstawiało namiot i szło spać?

Rower ułatwia Ci pracę?
– Podróżowanie na rowerze ma jedną wielką zaletę, której nie ma nic innego. Dzięki rowerowi jestem blisko codziennego życia, a to dla mnie jest najważniejsze. Widzę ludzi – to, jak mieszkają, co jedzą, czym się zajmują. W każdej chwili mogę się zatrzymać i z nimi porozmawiać. Jadąc samochodem też, oczywiście, mogę to robić, ale jakoś nie robię. Pędzę od punktu do punktu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Marcin Korzonek