okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4 (14)/2009 >> 4 (14)/2009 >> Na peryferiach Europy, w przedpokoju Azji

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Gruzja i Azerbejdzan


Na peryferiach Europy, w przedpokoju Azji

Przemysław Nocuń
Na pierwszym planie słynne łaźnie w Tbilisi, w tle twierdza Narikala, której początki sięgają IV wieku

Ponoć, kiedy Bóg tworzył świat i każdemu narodowi dawał należną mu część, okazało się, że bez ziemi pozostali jeszcze Gruzini. Oddał im więc to, co wcześniej przygotował dla siebie. Teraz już wiedziałem, że w tej legendzie tkwi więcej niż ziarenko prawdy… Cały rok czekałem, żeby powrócić na magiczne Zakaukazie. Według jednych to peryferie Europy, według innych przedpokój Azji.

Po wyprawie z przyjaciółmi do Gruzji w 2006 roku, wydawało mi się, że obejrzałem już większość najciekawszych miejsc tego niezwykłego kraju. Zdecydowałem więc, że tym razem udam się do Kachetii (wschodniej Gruzji), a stamtąd do Azerbejdżanu.
Na przygotowania nie miałem zbyt wiele czasu. Wizę azerską odebrałem dwa dni przed wylotem do Tbilisi, dokupiłem trochę części zamiennych do roweru, spakowałem sakwy i… rozkręciłem rower, chowając go do specjalnej torby.
Lot do Tbilisi minął spokojnie. Kontrola paszportowa – również bez niespodzianek. Na lotnisku zabrałem się więc za skręcanie roweru. Szybko zjawiły się ochrona lotniska i policja, ale nie po to, żeby mnie upomnieć, czego się obawiałem. Okazało się, że służby mundurowe, jak rzadko kto, znają się na konstrukcji rowerów i postanowiły wyręczyć mnie w większości prac. Z lotniska do centrum Tbilisi pedałuje się dość ciężko, choć na głównej drodze jest już z górki. Niestety, moja radość z pierwszych godzin pedałowania nie trwała długo, a popsuła ją przebita dętka. Szybko, choć w rosnącym upale i tumanach kurzu, usunąłem awarię i ruszyłem dalej. Dotarłem do głównego placu stolicy i zatrzymałem się w hotelu Kala, u stóp twierdzy Narikala.
Kolejnego dnia kontynuowałem odświeżanie wrażeń sprzed roku. Relaks w łaźniach, zwiedzanie katedry Sioni, kościoła Anchiskhati i Muzeum Miasta Tbilisi. Po południu podjechałem do twierdzy, którą postanowiłem zwiedzić dokładniej niż rok wcześniej. Schodząc, zajrzałem do katedry ormiańskiej pod wezwaniem Świętego Jerzego. Ominąłem tylko Muzeum Narodowe, zamknięte z powodu remontu. Cóż, będę musiał przyjechać tu raz jeszcze. Wróciłem do hotelu, aby zająć się szczegółowym przygotowaniem trasy.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”
 



Zdjęcie: Przemysław Nocuń