okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2008 >> 2/2008 >> Czas zatrzymał się w Maroku

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Maroko


Czas zatrzymał się w Maroku

Krystian Szrama
Przygodnie spotkany Berber w zaułkach Marrakeszu

Maroko jest krajem szalenie zróżnicowanym. Mijamy jeden krajobraz, a tuż za zakrętem czeka na nas zupełnie inny. Przejeżdżamy przez kolejne wioski, a każda od poprzedniej zgoła odmienna…

Do Maroka wyruszamy spontanicznie, bez przygotowań. Jest zima. Razem z kolegą Zbyszkiem Kosińskim podejmujemy decyzję o wyjeździe, kupujemy bilety na samolot, pakujemy się i po czterech dniach jesteśmy już w drodze. Lecimy do Fez, dokąd po zrobieniu pętli wokół Atlasu Wysokiego wrócimy z powrotem. Zabieramy też rowery, które będą naszym głównym środkiem przemieszczania się po afrykańskiej ziemi w trakcie najbliższych 18 dni. Niewiele, ale na więcej nie możemy sobie pozwolić. Mimo to chcemy zobaczyć i przeżyć jak najwięcej, doświadczyć prawdziwego Maroka. Za wszelką więc cenę staramy się unikać turystycznych szlaków, w zamian przebywając maksymalnie dużo pośród miejscowej ludności, poznając jej życie, problemy, kulturę i tradycję. Mamy szczęście – naprawdę wiele nam się udaje!

W Maroku na początku zaskakuje nas wszystko, bo wszystko jest tu inne niż u nas, w Europie. Zaskakuje w sensie pozytywnym. Później do pewnych rzeczy się przyzwyczajamy, ale nadal spotykamy się z innością, która nierzadko mocno kontrastuje z naszym dotychczasowym poznaniem.

Pewnego dnia przejeżdżamy przez jakąś małą miejscowość, którą trudno dokładnie określić. Być może to małe miasto, a być może duża wieś. Wzdłuż głównej ulicy ciągnie się jakieś targowisko, każdy handluje, czym może. Jedziemy kilka kilometrów dalej i zatrzymujemy się na posiłek tuż koło drogi. Nagle widzimy wracających z targu dwóch mężczyzn, którzy jadą na komarku. Któryś z nich kupił owcę, więc ta oczywiście siedzi pomiędzy nimi, i jadą tak we trójkę. Widać, są bardzo zaradni.

Więcej – czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Krystian Szrama