okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3 (13)/2009 >> A za co ta pokuta?

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Mały Szlak Beskidzki


A za co ta pokuta?

Sebastian Nagło
Jeden z ostatnich etapów trasy, zjazd do Mszany Dolnej z Lubogoszczy

O Głównym Szlaku Beskidzkim słyszał każdy fan trekkingu i kolarstwa górskiego w Polsce. 519 kilometrów karpackiej włóczęgi od Beskidu Śląskiego po Bieszczady jednym z piękniejszych traktów długodystansowych Europy. Ale Mały Szlak Beskidzki?

Rzeczywiście, tę nazwę kojarzy niewielu. Skromniejszy, krótszy, mniej „honorny”. Ma „zaledwie” 137 kilometrów i przecina trzy mało uczęszczane pasma: Beskid Mały, Makowski i Wyspowy. W ciągu wielu lat popadł w zapomnienie. A szkoda, bo dzieło, którego znakowanie jeszcze w czasach międzywojennych zapoczątkował Władysław Midowicz (1907-1993), to jeden z ciekawszych szlaków długodystansowych w Polsce, wymarzony dla fanów kolarstwa górskiego.
Myśl o wybraniu się na Mały Szlak Beskidzki zaczęła mnie nękać od chwili, gdy wertując stare czasopisma turystyczne, natrafiłem na krótką wzmiankę o owej zapomnianej beskidzkiej włóczędze. Leżałem wtedy w gipsie, a każda kolejna wizyta u chirurga zdawała się oddalać mnie od powrotu na dwa kółka. Powrotu w otwarte przestrzenie, gdzie króluje wiatr i słońce, gdzie powietrze pachnie lasem.
Kilka miesięcy później ląduję w Bielsku-Białej. Godzina 13. Beskid Mały, opalany żarem późnowiosennego słońca, przypomina piecyk. Wspinam się ocienionymi serpentynami na przełęcz Przegibek. To tu rozpoczyna się 137-kilometrowa wędrówka Małym Szlakiem Beskidzkim. Czerwone znaki, które spotykam na szczycie Gaiki po mniej więcej 5 kilometrach wspinaczki, będą mi towarzyszyć do końca, po sam wierzchołek Lubonia Wielkiego (1022 m n.p.m.). Orientacyjna suma pieszych czasów dla całego szlaku – bez wliczania postojów – to 40 godzin. Nie mam pojęcia, ile godzin zajmie mi dotarcie do celu na dwóch kółkach.
Zmagając się z podjazdami i wysoką jak na czerwiec temperaturą, liczę w duchu, że około godziny 17 temperatura w końcu spadnie i pozostanie pięć godzin przyjemnej jazdy do zapadnięcia ciemności. Ale na razie mijam szczyt Hrobaczej Łąki, którym wstrząsają wyładowania elektryczne wypluwane przez kłębiące się ponuro chmury. Góra Żar (761 m n.p.m.) z ulokowanym pod szczytem sztucznym zbiornikiem wodnym i anomaliami grawitacyjnymi nokautuje komizmem sytuacyjnym i ironią.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”
 



Zdjęcie: Sebastian Nagło