okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Ładny gips

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Ponidzie


Ładny gips

Wojciech Osiński
Piękny widok z zamkowych murów na Chęciny i Pasmo Zelejowskie
Kosynierzy, partyzanci, król, który nie lubił księży, ale fundował kościoły, najmniejsze polskie miasto, czystość natury – takie były dwa dni w krainie historią i Nidą płynącej. A do tego mili ludzie i ciekawe opowieści. To wszystko sprawiło, że pomysł szybkiego wyjazdu na Ponidzie okazał się strzałem w dziesiątkę.
 
Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jest środek wiosny. Piękny słoneczny poranek i pusty pociąg relacji Warszawa – Kraków, w którym można sobie dowolnie wybrać przedział (choć w sumie to żadna różnica, bo wszystkie są takie same), a w każdym z nich rozłożyć się z rzeczami na obu czteroosobowych ławkach. Podkreślam: Warszawa – Kraków, czyli jedna z najbardziej obleganych relacji w Polsce. Nierealne? Skądże, właśnie tak zaczęła się moja dwudniowa wycieczka na Ponidzie. I nie przeszkadzał mi nawet fakt, że mimo wcześniejszych zapewnień, PKP nie dołączyło do składu wagonu z miejscami rowerowymi. Wybaczam, miałem do wyłącznej dyspozycji cały korytarz na końcu pociągu.
Podróżując w tak komfortowych warunkach, człowiek od razu nabiera pozytywnej energii do pedałowania i zwiedzania. Nie spodziewałem się jednak, że to dopiero początek radosnych okoliczności tego wyjazdu. Jego druga miła odsłona zaczęła się krótko po dotarciu do Miechowa, skąd ruszyłem na rowerową część eskapady. Miechów jest częścią Wyżyny Miechowskiej, a ja zmierzałem w stronę Doliny Nidy. Żelazna logika podpowiada zatem, że powinienem raczej zjeżdżać, niż podjeżdżać, i tak w istocie było. To świetne uczucie – jechałem czasem bardziej w lewo, czasem bardziej w prawo, mijałem kolejne wioski, a ciągle czułem lekkość pedałowania w miarę niemal niedostrzegalnego opadania gruntu. Potem sprawdziłem w internecie różnicę wzniesień i na trasie Miechów – Busko-Zdrój podjazdy i zjazdy praktycznie się równoważyły, ale ja w pamięci zachowałem wrażenie nieustannej drogi w dół. Bardzo przyjemne wrażenie. 
W takich miłych okolicznościach doturlałem się do Racławic. To jedno z tych miejsc naszej narodowej historii, które prawie każde dziecko poznaje na wycieczkach w podstawówce, najpóźniej w liceum. Prawie każde – bo ja wcześniej w Racławicach nie byłem, choć oczywiście wiedziałem, że insurekcja, Kościuszko, kosynierzy, walka z zaborcą i tak dalej. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Wojciech Osiński
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164