okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Trasa Trzech Tuneli

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> okolice Krakowa


Trasa Trzech Tuneli

Robert Gosiewski
Mam zaszczyt przedstawić: panowie August i Włodzimierz
Jak jest lato, to mocno świeci słońce, a jak mocno świeci słońce, to większość ludzi szuka… czego? Cienia szuka. Tak i ja pewnego upalnego, sierpniowego dnia postanowiłem poszukać cienia. W ten oto sposób narodziła się Trasa Trzech Tuneli (bo gdzie najłatwiej znaleźć cień, jeśli nie w tunelu), na której znalazłem sporo mroku, także takiego, który przyćmiewa czasem człowiekowi umysł, ale też i kilka światełek „w” oraz „przed” tunelami. Te ostatnie kolorowe, bardzo pomocne…
 
Pierwszym tunelem, do którego dotarłem, był tunel pieszo-rowerowy na krakowskim Bulwarze Kurlandzkim, prowadzący przez budowlę hydrologiczną o nazwie „stopień wodny Dąbie”. Może nawet nazwanie tego przejścia (na dwa metry szerokiego, na kolejne dwa wysokiego i na sześć długiego) tunelem byłoby zdecydowanie na wyrost, gdyby nie fakt, że kłopotów i problemów generuje nie mniej, niż przejazd pod kanałem La Manche. Ten krakowski korytarz ma służyć jednocześnie pieszym i rowerzystom, a już samemu rowerzyście zmieścić się w nim jest bardzo trudno ze względu na wysokość konstrukcji. Prawdopodobnie z tego powodu przed wjazdem do niego umieszczono znak zakazu wjazdu rowerów (zakaz wjazdu rowerów do tunelu, przez który prowadzi ścieżka rowerowa – to o takich „mrokach” wspominałem we wstępie…), sugerujący konieczność zejścia z pojazdu i przeprowadzenie go. Tym samym zmniejsza się wysokość zestawu rowerzysta plus rower, choć jednocześnie zwiększa się jego szerokość, a pragnę przypomnieć, że przejazd jest o przekroju kwadratu dwa metry na dwa. I w tym przypadku minięcie się z osobą / rowerzystą z przeciwnej strony może nie być już tak gwałtowne, lecz nie staje się przez to wcale łatwiejsze. A jeśli skomplikujemy lekko sprawę i zamiast jednej osoby wstawimy w to miejsce rodzica z dzieckiem lub wózkiem, nagle zdajemy sobie sprawę, że przeprowadzenie wielbłąda przez ucho igielne to wcale nie taka absurdalna kwestia. 
Dodajmy, że w sezonie letnim przepustowość tego tunelu waha się w granicach kilkuset rowerów na godzinę, zaś w weekendy wzrasta do liczby z pewnością wykraczającej ponad tysiąc… Multiplikujemy problem dalej? Przejazd ten położony jest na trasie coraz popularniejszej Wiślanej Trasy Rowerowej, więc można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że ruch jednośladów będzie w tym miejscu coraz intensywniejszy. Cieszę się jedynie, że w miesiącu, w którym zająłem się opracowaniem tego tematu, kwestia stanęła oficjalnie na forum publicznym, zajęła się nią „Gazeta Wyborcza” i uzyskała zapewnienie z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie, że prowadzone są analizy dotyczące modernizacji Drogi Górnej Wisły i tym samym stopni wodnych. Kiedy można spodziewać się wyniku analiz? Nie wcześniej niż w przyszłym roku. A do tej pory zalecana najwyższa ostrożność. A może jakieś tymczasowe rozwiązanie? I w tym momencie, może dlatego, iż zbyt gwałtownie wyszedłem z cienia na coraz mocniejsze światło słoneczne, wyobraziłem sobie sygnalizację świetlną, wymuszającą ruch wahadłowy. I grzecznie oczekującą przez dwie-trzy minuty na swoją kolej kolumnę pieszych i rowerzystów, toczących ze sobą kurtuazyjne rozmówki, a następnie grzecznie, „na zamek błyskawiczny”, wstępujących w mrok tunelu…, bo przypominam: to tylko dwa metry szerokości. 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Robert Gosiewski