okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Moja pierwsza setka

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Biebrzański Park Narodowy


Moja pierwsza setka

Katarzyna Gaczyńska
Łoś ukryty w gęstwinie

 

Był taki weekend mijającego roku, że wystarczyło wziąć trzy dni urlopu, żeby uzyskać dziewięć dni wolnego. Perspektywa skorzystania z takiej okazji kusiła mnie w ponure dni polskiej bezśnieżnej zimy, kiedy zawsze tęsknota za barwnym sezonem przejawia się ze zdwojoną siłą. 
 
Wybór padł na Biebrzański Park Narodowy, który wiosną jest pełen kwitnących kaczeńców i chmar przelatujących ptaków. Do tego cisza, spokój, przestrzeń – idealne warunki do oderwania się od codzienności.
Tymczasem na etapie rezerwowania noclegu pojawiły się pierwsze schody, bo rozpytując już w grudniu (!) o dostępne pokoje, znalazłam wolne miejsca dopiero w trzecim domku z kolei… Ostatecznie zatrzymałam się w Osowcu, trochę martwiąc się, czy te przepełnione kwatery turystyczne nie zwiastują tłumów na biebrzańskich szlakach. Pojawiła się jednak kolejna przeszkoda (która być może zatrzymała niektórych wycieczkowiczów w domach) – gwałtowny spadek temperatur, rozpędzony wiatr i nieprzyjemny zimny deszcz. Wiatr, deszcz, chłód – to nie jest to wymarzona pogoda dla rowerzystów.
Nie tylko asfaltem
Na szczęście pierwszy maja zapowiadał się wreszcie słonecznie i ciepło. Skoro pogoda uczyniła nam taką łaskawość – trzeba było wykorzystać to w pełni. Wybraliśmy się zatem na wycieczkę dookoła dolnego basenu Biebrzy, trasą o długości około 100 kilometrów. Plan był taki, żeby: po pierwsze – dać radę, bo to miała być moja pierwsza „setka”, a wiatr nadal był silny, po drugie – nie jechać tylko asfaltem, żeby zażyć trochę większej bliskości przyrody, a po trzecie – umiejętnie i skutecznie połączyć pierwsze z drugim.
Wyruszyliśmy z Osowca, monumentalnej twierdzy zbudowanej pod koniec XIX wieku przez carską Rosję. Było to strategiczne miejsce, gdzie w największym przewężeniu bagiennej doliny znajdowała się przeprawa przez Biebrzę. Mimo intensywnego oblegania przez Niemców w czasie I wojny światowej, nawet z użyciem gazów bojowych, fortecy nie udało się zdobyć. Większość z jej fortów zachowała się do dzisiaj jako malownicze ruinki, pozostałości po wysadzeniu betonowych umocnień w trakcie wycofywania się Armii Czerwonej podczas II wojny. Część z nich można zwiedzać, są atrakcją historyczną, ale i przyrodniczą – jako miejsce zimowania i lęgowisko rzadkich gatunków nietoperzy.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 



Zdjęcie: Katarzyna Gaczyńska