okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3 (13)/2009 >> Zimowy podjazd w środku lata

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Przełęcz Karkonoska


Zimowy podjazd w środku lata

Marek Rokita
W Karkonoszach nie zawsze jest zła pogoda – Karkonoski Park Narodowy, Schronisko „Odrodzenie”

Niektórzy pytają czasem, jaki podjazd jest najtrudniejszy. Przeglądają strony internetowe, pytają na forach, sami szukają. Własnymi nogami i własnymi rowerami. Od jakiegoś czasu wątpliwości – przynajmniej co do polskich gór – są jakby mniejsze, gdyż potęga niegdyś nieco zapomnianej Przełęczy Karkonoskiej, o parametrach iście alpejskich albo nawet andyjskich, poraża każdego cyklistę, któremu coś podjazdowe liczby mówią.

Podjazd zaczynający się w Podgórzynie ma 11 kilometrów długości i 850 metrów przewyższenia, co daje 7,7 procentu średniego nachylenia. A że zdarzają się fragmenty sięgające niemal 30 procent, wrażenia wzrokowe (a następnie mięśniowe) są jeszcze większe.
Skąd taka góra? Z przypadku i zaniedbania. Niemcy w czasie II wojny światowej budowali drogę z Podgórzyna do Szpindlerowego Młyna po południowej stronie Karkonoszy. Część czeską ukończyli, ale po stronie śląskiej zdążyli tylko wybudować tymczasową drogę na doraźne potrzeby budowy drogi właściwej. Wąska asfaltowa dróżka pnie się ostro w górę, nie zważając na poziomice. Bez serpentyn, łuków, zakosów i patelni – prosto, po prostu. Od 2006 roku podjazd zyskał na popularności dzięki Pętli Karkonosko-Izerskiej, maratonowi organizowanemu przez Cezarego Zamanę, który reklamuje go nie tylko jako najtrudniejszy podjazd w Polsce, ale również w naszej części Europy. Prawdopodobnie rzeczywiście jest to podjazd najtrudniejszy, na pewno zaś jest to najwyżej położona w Polsce droga asfaltowa dostępna dla rowerów (droga do Morskiego Oka kończy się prawie 200 metrów wyżej, ale jazda na niej bicyklem jest zabroniona).
We wspomnianym maratonie miałem zamiar wziąć udział, niemniej jednak termin nigdy mi nie pasował. Zresztą maszerowanie w skarpetkach, jak to czynią wielokroć uczestnicy, byłoby dla mnie zbyt dużym upokorzeniem, więc na dobry początek postanowiłem się sprawdzić w towarzystwie jednego tylko człowieka i to kolegi. Zaplanowałem długą trasę po szosach polskich i czeskich Karkonoszy, rozpoczynającą się i kończącą w Piechowicach, przebiegającą przez cztery solidne podjazdy, począwszy od Przełęczy Karkonoskiej właśnie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”
 



Zdjęcie: Agencja GA