okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Bałtyk na trzy razy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> z dzieciakami > z Międzyzdrojów na Hel


Bałtyk na trzy razy

Joanna Janowska
Czasem warto nadłożyć drogi, by spełnić małe marzenie... i złapać ulubiony rowerowy kadr
Co robić, gdy dzieci nie wyobrażają sobie wakacji bez wypadu nad morze, a rodzice leżenia plackiem na plaży? A może by tak nad morze, ale inaczej?! O nadmorskiej trasie rowerowej R-10 mieliśmy już pewne wyobrażenie. Co nieco słyszeliśmy od znajomych, co nieco czytaliśmy w „Rowertourze”. W podjęciu decyzji pomógł też nowy rower Hani. Na długodystansową eskapadę zdecydowaliśmy się dopiero, gdy Hania dorosła do roweru z nieco większymi kołami i przerzutkami. Na długiej trasie o zróżnicowanych warunkach ma to ogromne znaczenie.
 
Wymyśliliśmy to tak: podzielimy polską część wybrzeża na trzy etapy. Pierwszy, najkrótszy fragment, będzie testowy. Trzeba sprawdzić, czy damy radę spakować się w sakwy, jak długie odcinki będą optymalne dla Hani, (gdy zaczynaliśmy wyprawę miała siedem lat i 20-calowe koła) itd. W sakwy się zmieściliśmy. Albo i nie. Precyzyjniej będzie powiedzieć, że zmieściliśmy się na rowery z całym ekwipunkiem. Łatwo nie było. Sprzęt, który skompletowaliśmy, nie należy do tego w wersji light. Najważniejszy jest namiot zapakowany w wodoszczelny worek i turystyczna kuchnia, aby móc swobodnie gotować. Jeszcze nigdy nie cieszyłam się wyjazdem nad morze tak bardzo! 
Jestem dość drobnej postury, więc gdy euforia z zapakowania sakw opadła, spojrzałam na mój załadowany po brzegi rower i zaczęłam nabierać wątpliwości. Czy w ogóle dam radę utrzymać ten pojazd? Tu miłe zaskoczenie. Z sakwami rower prowadzi się niezwykle lekko i tak... jakby przyjemniej! Koła po prostu same się toczą. Czysta przyjemność. 
Długo kombinujemy, jak ogarnąć wyjazd pod względem logistycznym. Nie wiedząc, jak nam pójdzie i co nas czeka, postanawiamy zaasekurować się autem. Zaczynamy w Międzyzdrojach! Popołudniem stawiamy się na polu kempingowym. Jest opisywane w przewodnikach eurocampings. eu – co okaże się później dobrym wyznacznikiem okołokempingowych standardów. Daje się zauważyć zasada, że pola kempingowe mają wyższy standard niż pola namiotowe (choć od każdej reguły zdarzają się wyjątki). Gdy planujesz jeden nocleg pod namiotem, nie ma to większego znaczenia. Ale gdy jesteś na wielodniowej, aktywnej wyprawie, to w pewnym momencie przyzwoite warunki sanitarne stają się twoją małą obsesją.
Wyruszamy na gofrową kolację na plaży. Potem spacer wzdłuż brzegu, aż do molo i wejście na chwilę do kurortowego centrum. Noc mija bardzo spokojnie, co też jest domeną pól kempingowych. Rano śniadanko w pełnym słońcu i zaczynamy! Pierwsza część trasy odbija nieco na południe, do Wolińskiego Parku Narodowego. Po kilkunastu minutach porannej jazdy podjeżdżamy pod bramę Zagrody Pokazowej Żubrów. Gdy przypinamy rowery, słyszymy z boku:- Nie przypinajcie państwo, popilnujemy! To dwóch wesołych panów plus kot. Siedzą na ławce tuż za bramą wejściową. Po naszym powrocie rowerów pilnuje już tylko on. Znaczy kot. Dobrze, że jednak zdecydowaliśmy się tradycyjnie spiąć je ze sobą. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Joanna Janowska