okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Coś się kończy, coś się zaczyna

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Coś się kończy, coś się zaczyna

Przemysław Bajew
 
Dzisiaj nasza rubryka „Bajewów 2-óch” obchodzi pierwsze urodziny! Szczęścia, zdrowia! Ale też niniejszym felietonem przyszło mi się z Państwem pożegnać. Torcik ma więc smak słodko-gorzki. Nie wiem, czy rozstajemy się na zawsze, czy na jakiś czas. Naprawdę, mając na głowie urodzinową czapeczkę, a w ręku znicz, można doznać rozhuśtania emocji. Mam jednak pewność, że wraz z naszą braterską rubryką znika przede wszystkim znakomite pismo, odchodzi zespół ludzi, którzy przez kilkanaście lat tworzyli wciąż rozwijającą się opowieść, pełną ciekawych treści nieobecnych gdzie indziej, pełną pasji, zaangażowania, odważnego i czasem oryginalnego spojrzenia na naszą rowerową rzeczywistość. Ponieważ jestem już duży i płaczę rzadko, tym razem również postanowiłem się powstrzymać. Jestem winien co innego, mianowicie słowo: dziękuję! Skierowane najpierw do Dziewczyn z redakcji (swoją drogą chętnie bym je teraz wyściskał, ale żona mówi, żebym tak daleko nie jechał, bo jeszcze gdzieś pobłądzę i krzywdę sobie zrobię), do Wydawcy (że przez lata zechciał ponosić ryzyko biznesowe), do wszystkich współtwórców „Rowertouru”, z którymi miałem zaszczyt współpracować. Czym jednak byłoby jakiekolwiek pismo bez czytelników?! Zatem i Państwu serdecznie dziękuję, bo bez Waszego zainteresowania cała nasza praca nie miałaby sensu. To przecież dzięki Wam i dla Was co miesiąc przez punkty sprzedaży rozsiane po całej Polsce przemykał kolorowy peleton zebranych przez nas przygód. Być może jeszcze gdzieś się spotkamy, spróbujemy z bratem Sławomirem znaleźć swoją wysepkę, może w sieci, może gdzie indziej. Jak w tytule Andrzeja Sapkowskiego: „Coś się kończy, coś się zaczyna”. Wczoraj byliśmy „tam”, dzisiaj jesteśmy „tu”, a jutro... Cóż, przypomnę w moim stylu, że „jutro” może wcale nie nadejść. Jak widać, życie uwielbia zaskakiwać i płatać figle. Ale mam poczucie, że kończymy we właściwym czasie. Dlaczego? Ano, jak w sporcie: najlepiej odchodzić, kiedy jest się w formie! Do tego nadchodzą święta Bożego Narodzenia, które zawsze stanowią jakiś przyczynek do łaskawszego spojrzenia na sprawy świata i naszych bliźnich. Na ten błogosławiony czas i na cały nowy rok przyjmijcie Państwo najserdeczniejsze życzenia. Myślę, że bez tych naszych relacji, które udało nam się przez lata stworzyć dzięki temu czasopismu, również da się żyć! A tak poważniej, mamy nadzieję, że choć jakaś mała cząstka z nas pomoże komuś przeżyć lepiej chociaż jeden dzień. Wszystkiego dobrego!