okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Wychodzę i gaszę światło

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu >> Bajew-ów 2-óch


Wychodzę i gaszę światło

Sławomir Bajew
 
Trochę mi trudno uwierzyć, ale wygląda na to, że ostatni raz siedzę przed pustą jeszcze kartką, aby podzielić się z Wami, drodzy Czytelnicy „Rowertouru”, czasem i słowem. Ten jedyny w swoim charakterze polski miesięcznik poświęcony turystyce rowerowej – pozwólcie na użycie eufemizmu – zasypia. Na jak długo? Wygląda na to, że na długo! Czuję się jak autor książki, zasiadający do pisania ostatniego rozdziału pełnej przygód powieści. Z obawą, czy zdołam domknąć wszystkie wątki, czy aby o czymś nie zapomnę. Z drugiej strony, wyjaśnienie wszystkiego na pewno przerasta moje możliwości i na pewno nie jest tym, co spędzałoby mi sen z powiek. Zawsze byłem pewien Waszej intelektualnej i uczuciowej aktywności. Starałem się do poruszania na tych zacnych łamach wszelkich rowerowych kwestii podchodzić bez zadęcia, tak jak czułem, wiedząc o własnych ograniczeniach, ale też o życzliwym nastawieniu Czytelników.  
Margines milczenia i niedopowiedzenia były mi zawsze bliskie w kontaktach z Wami. I choć z niedowierzaniem, to jednak też z satysfakcją docieram do ostatniego etapu. To, co jeszcze niedawno (jak się zdaje) było bliżej nieokreśloną przyszłością, odchodzi w cień. Na razie w zwykły. Ale tylko patrzeć, jak ten zwykły cień stanie się cieniem zapomnienia. Dopiero co plany, a już widać ostatni etap. Właściwiej byłoby: już trwa ostatni etap! Znacie na pewno ten pełen sprzeczności stan, w którym cieszy z jednej strony pokonana droga, a z drugiej smuci, że to już jej koniec. Tak. Koniec. Więc współtowarzyszom wędrówki dziękuję! Panu, Panie Prezesie, Wam, kochane Redaktorki, i całemu zespole „Rowertouru”, no i najgoręcej Wam, CZYTELNICY! Za wszystko. Miałem w głowie wielkie literackie plany, wzruszające i wykwintne zakończenie. Wszystko wydaje mi się teraz banalne. Zatem wychodzę po prostu i gaszę światło.