okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3 (13)/2009 >> 3 (13)/2009 >> Po lodzie, śniegu czy kamieniach?

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Galeria >> Jałowiec


Po lodzie, śniegu czy kamieniach?

Tomasz Dębiec
Widok z Jałowca – nagroda za wysiłek

Zimą w górach na rowerze też można! Styczniowej wycieczki na Jałowiec (1111 m n.p.m.) w Beskidzie Żywieckim wprawdzie nie nazwałbym niedzielną, ale jest do zrealizowania.

Nie do końca mieliśmy szczęście z pogodą. Mimo że niemal przez cały czas towarzyszyło nam słońce, dzień wcześniej dopadało około 10 centymetrów świeżego śniegu na w miarę twarde i ubite szlaki i leśne drogi. Trudno było jednak odwołać dobrze zapowiadającą się zabawę. Trzeba przyznać, że warstwa świeżego puchu nie ułatwiała jazdy. Po pierwsze, skrywała skutecznie to, co było pod spodem, i tak na dobrą sprawę nie było wiadomo, czy jedzie się po lodzie, śniegu, czy kamieniach...
Prawdziwą nagrodą był moment wejścia na polanę szczytową Jałowca. Tak, wejścia, nie wjazdu, bo ostatnie dwa kilometry rowery musieliśmy prowadzić. Śniegu było za dużo i był zbyt miękki, żeby móc myśleć o wsiadaniu na rower.
Słońce już prawie chowało się za horyzont, który wyznaczały grzbiety Beskidu Żywieckiego z wyróżniającym się Pilskiem. Niebo mieniło się czerwieniami, żółciami i różnymi odmianami niebieskiego. Zimowe zachody słońca różnią się od tych, jakie możemy oglądać w innych porach roku. Widok był niesamowity. Nie był ujęty w planach, gdyż według nich, o tej porze mieliśmy już kończyć wycieczkę.
Jednak poślizgu czasowego nikt z nas nie żałował. Zjazd do Stryszawy Górnej był zróżnicowany i wymagający, ale zdążyliśmy przed nocą. Latarki przydały się dopiero podczas powrotu do Suchej Beskidzkiej, gdzie zamknęliśmy pętlę.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”
 



Zdjęcie: Tomasz Dębiec