okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3 (13)/2009 >> Prawie jak w górach… o krok od stolicy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na rozgrzewkę >> Mazowiecki Park Krajobrazowy


Prawie jak w górach… o krok od stolicy

Eliza Saroma-Stępniewska
Nie tylko meandry urozmaicają rowerzystom trasę wzdłuż Mieni

Czy można mieszkać jednocześnie w Warszawie i w parku krajobrazowym? Jak najbardziej. Do stolicy należy prawie jedna czwarta powierzchni Mazowieckiego Parku Krajobrazowego (w skrócie MPK), który łącznie z otuliną zajmuje obszar prawie 24 ha. Taka część objętych ochroną lasów w granicach metropolii to unikat na skalę Europy.

Na dworcu Warszawa-Śródmieście pakujemy się z rowerami do pociągu. Po 25 minutach niespiesznej podróży, w usypiającym rytmie stukotu kół wysiadamy w Międzylesiu. To nadal stolica – Międzylesie jest częścią południowopraskiej dzielnicy Wawer. Przy samej stacji rozpoczyna swój bieg żółty szlak, który turystę spragnionego odpoczynku od miejskiego zgiełku doprowadzi aż do Józefowa, ukazując po drodze wszystko, co w północnej części MPK najurokliwsze: torfowiska, łąki oraz jedno z najciekawszych na obszarze całego parku pasmo wydm śródlądowych. Na tę ostatnią atrakcję, jako rowerzyści o preferencjach zdecydowanie terenowych, mamy szczególnie duży apetyt.
Na rozgrzewkę kilkaset metrów asfaltu, dalej gruntowa droga. Niebawem podwójna radość: po pierwsze – właśnie dotarliśmy do Radości, kolejnego wawerskiego osiedla. Po drugie – szlak nareszcie skręca w las. Już mamy się zapuścić między drzewa, kiedy nagle... pssst! Głośny świst uciekającego powietrza wyrywa nas z błogostanu. No tak. Zbyszek złapał gumę. W obu kołach naraz.
Jak pech, to pech. Jakimś cudem zapomnieliśmy o łatkach, a mamy tylko jedną dętkę na wymianę. Szczęście w nieszczęściu, awaria nastąpiła jeszcze w terenie zabudowanym. Ruszam na obchód okolicznych domków jednorodzinnych. Niebawem trafiam na życzliwego rowerzystę, który częstuje mnie zbawienną dętką, tudzież podnosi moje nadwątlone morale słowami: „Mam wielki szacunek dla ludzi, którym w taką pogodę chce się jeździć na rowerze”.
Warunki wcale nie są takie złe. No fakt, jest mróz. Słońce nie zdążyło się jeszcze przedrzeć przez grubą warstwę chmur, na oko (czy raczej nos) będzie jakieś 10 stopni poniżej zera. Ale za to nawierzchnia – marzenie: ubity, zmrożony śnieg ładnie wygładził wszelkie nierówności, jazda jest więc płynna i bardzo przyjemna.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”
 



Zdjęcie: Zbigniew Stępniewski