okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2019 >> Nie zawsze było łatwo - zawsze było warto

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Małopolska


Nie zawsze było łatwo - zawsze było warto

Andrzej Lewandowski
Dunajec, Pieniny, Tatry – wszystko to widać z Trzech Koron
Siedzę w pociągu do Poznania, wracając ze swojej corocznej rowerowej wyprawy. Dla zabicia czasu przeglądam atlas i myślę, dokąd można by wybrać się za rok. Opolskie właśnie zostało zaliczone, Śląskie też. Podlaskie było, Świętokrzyskie, Pomorskie, Dolnośląskie. Mazowieckie można uznać, bo przesiadałem się z rowerem na Centralnym. Tak... Tylko jedna, jedyna osada, zamieszkana przez nieugiętych Galów... Znaczy – tylko jedno województwo w Polsce nie zostało dotknięte oponą mojego roweru. Za rok Małopolska!
 
Minęło dziesięć miesięcy. Trasa została zaplanowana. Zakładałem, że wystartuję z Miechowa, zajrzę do Ojcowskiego Parku Narodowego, dotrę do Pienin, a całą imprezę zakończę w Krynicy-Zdroju. Tymczasem wiadomości niepokoiły. „Fala powodziowa na Wiśle... Podtopienia... Opady jednostajne...”
To może jedź gdzie indziej – taka rada również padła. Niby można pomyśleć. Ja jednak nie lubię zmieniać planów. Małopolska miała zostać objechana? Będzie! Wysoka fala chyba zdąży odpłynąć, zresztą i tak najgorsza sytuacja panowała na wschód od interesujących mnie miejsc.
No to jak zwykle – zgodnie z planem wysiadam z rowerem w Miechowie i ruszam w stronę Ojcowskiego Parku Narodowego. Ten dzień to ma być tylko przedsmak całej wycieczki. Po roku krążenia po płaskiej Wielkopolsce trzeba się znowu przyzwyczaić do pagórków. Rzut oka na zamek na Pieskowej Skale oraz Maczugę Herkulesa, a potem, zgodnie z radą pana z przydrożnego baru, skrótem do Jerzmanowic, omijając główne drogi. – Będzie lekko pod górę, ale da pan radę! Jasne! Wprawdzie ojcowskie „lekko pod górę” oznacza podjazd podobny do tego, który znajduje się niedaleko mojego domu i na którym wszyscy okoliczni kolarze ćwiczą jazdę górską, jednak nie ma co się roztkliwiać. Kilometrów zostało jeszcze wiele i trzeba zdecydowanie zagęścić ruchy, żeby o rozsądnej godzinie zdążyć do Lanckorony, gdzie (jak sądzę) mam nocleg. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 



Zdjęcie: Andrzej Lewandowski