okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> Historia kołami pisana

poradniki

Palcem po mapie

Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak zagubienie podczas wycieczki rowerowej jest w stanie zburzyć radość, którą czerpiemy z jazdy.... »

Od drewna do karbonu

Nie ulega wątpliwości, że koło to jeden z najistotniejszych wynalazków ludzkości. Od tysięcy lat znajduje zastosowanie niemal we... »

Styl życia >> Artur Chart


Historia kołami pisana

Z Arturem Chartem, jednym z inicjatorów Muzeum Kolarstwa Polskiego Velo Classic Poland, rozmawia Piotr Ejsmont
Od lewej: Kamil Błachnio, Artur Chart i Paweł Sapiecha
Co było impulsem, że zainteresowałeś się kolarstwem?
– Kapsle. W latach 80. ubiegłego wieku dla dzieci i młodzieży najważniejsze było oczekiwanie na wyścigi kolarskie. Z encyklopedii powszechnej wycinaliśmy flagi, żeby podklejać nimi kapsle. Inne były kapsle do gry w piaskownicy, gdzie wytyczało się tor jazdy, a jeszcze inne na asfalt – tu musiały być szybsze i gładsze. Były też takie kapsle, które miały część płaską (nazywaliśmy je kotki), bardzo przydatną na asfalcie. Właśnie w ten sposób przeżywaliśmy wyścigi kolarskie: Wyścig Pokoju i Tour de Pologne – prawie tak, jakbyśmy byli kolarzami. Kiedy mój ojciec zajrzał do encyklopedii, zobaczył, że nie ma w niej ani jednej flagi. Wszystkie były wycięte przez dzieciaka, czyli przeze mnie. 
Tata miał złotego jaguara kupionego w sklepie Staszka Królaka. Jeździł na nim z Płońska do Pułtuska, do szkoły. W jedną stronę to było około 45 kilometrów. Piękny, złoty jaguar. Kiedyś go widziałem w piwnicy. Pamiętam to jak przez mgłę. Jak już w latach dwutysięcznych zacząłem się zajmować zbieraniem starych rowerów, tata przypomniał mi tego jaguara. Jego roweru już nie było, ale ja uzbierałem po latach cztery inne złote egzemplarze.

Miałeś chęć, żeby samemu się ścigać?
– Jak byłem dzieckiem, robiliśmy sobie z kolegami różne wyścigi, ale nie było takich możliwości jak teraz. Miałem wtedy rower wigry, kolega miał bmx-a, a przyjaciel – sprinta dwójkę i był bogiem osiedla. Nie było w okolicy żadnego klubu kolarskiego. Jakby był, pewnie byśmy do niego trafili. Kto wtedy w Płońsku myślał o kolarstwie? Przez Płońsk przejeżdżał Wyścig Pokoju, Dookoła Mazowsza i koniec. Zamiast pedałowania graliśmy w kapsle.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Joanna Ejsmont