okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> Kolej na rower

poradniki

Mocne, trwałe i skuteczne

Takie są właśnie nowoczesne hamulce tarczowe. Bez względu na warunki i pogodę zahamują kiedy trzeba.   Początek lat 90. ubiegłego... »

Na szlaku >> Dolina Baryczy


Kolej na rower

Barbara Pasik
Witajcie w Parku Krajobrazowym Dolina Baryczy!
Nastąpiła jakaś stagnacja. Karta kalendarza wskazywała nadciągający koniec czerwca. Gdyby pierwotne wakacyjne plany wypaliły, bylibyśmy w połowie naszej urlopowej wyprawy. Okoliczności różne sprawiły, że byliśmy nadal w domu. I co prawda z przeorganizowanym już pomysłem na termin i cel wakacyjnych wojaży, ale ciągle z zerowym dorobkiem letnich wyjazdów weekendowych.
 
Może to dobrze, że uniknęliśmy spalenia na skwarki naszych ciał w utrzymującym się przez kilkanaście dni ponad 30-stopniowym skwarze. Ale czuliśmy jednak pewne niespełnienie. Bo to już wielkimi krokami wchodził lipiec. Nie mogłam dłużej czekać. Przegląd map, burza myśli, surfing w sieci. Wybór padł na Dolinę Baryczy.
Jak zawsze bez wcześniejszego planu, jak zawsze na wariata. – Piotr, szykuj dzień urlopu, jedziemy do ciebie – pozostawiam kuzyna bez wyboru. – No i jeszcze kup mapę! To by było na tyle przygotowań. Reszta się jakoś dokona.
Dokonała się, a wycieczka była wzorcowa! 
Dzielące nas od Wrocławia czterysta kilometrów pokonujemy autem. Nasze rumaki umocowane do dachowego bagażnika, wystawione na smaganie wiatrem, dzielnie znoszą podróż. Dystans daje się we znaki i do stolicy Dolnego Śląska docieramy dopiero koło północy. Zanim odnajdujemy dogodne miejsce parkingowe i z całym ekwipunkiem zwalamy się rodzince do mieszkania, wskazówki zegara przesuwają się na kolejną cyfrę jego tarczy. A przecież gość w dom, Bóg w dom. Tak szybko spać nie pójdziemy. Kiedy w końcu zmęczone ciało i powieki nie wytrzymują, układamy się do snu. Sen zbyt krótko trwa. Rankiem, zamroczonymi nieco oczami, analizujemy mapę i wstępnie obieramy trasę. Żar leje z nieba, a Wrocław tętni codziennym życiem. 
Czas zaprzęgnąć konie i wydostać się z miejskiej dżungli. Zapinamy sakwy, wpinamy się w spd-y i ruszamy. Suniemy niepewnie ulicami miasta, nieprzyzwyczajeni do takiego ruchu, hałasu, zgiełku i równouprawnienia na drodze. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 

 



Zdjęcie: Barbara Pasik