okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> I koniec…

poradniki

Mocne, trwałe i skuteczne

Takie są właśnie nowoczesne hamulce tarczowe. Bez względu na warunki i pogodę zahamują kiedy trzeba.   Początek lat 90. ubiegłego... »

Na finiszu >> Bajew-ów 2-óch


I koniec…

Sławomir Bajew
 
Ledwie dwa lata temu, wiosną 2017 roku, poruszony śmiercią Michele Scarponiego pisałem felieton o tym, jak niebezpieczne jest kolarstwo. Michele był wielkim kolarzem – utytułowanym, zasłużonym, jego pozycja w peletonie była niekwestionowana. To jednak nie sprawia, że ten sport staje się bezpieczniejszy. A teraz znowu muszę o śmierci napisać. I „muszę” jest dobrym słowem. Muszę, bo chcę jakoś sobie z nią poradzić. Kolejny raz znalazłem się w kolumnie wyścigu Tour de Pologne. Przygotowania, akredytacje, logistyka, dojazdy, to mnie zaprzątało przez ostatnie tygodnie. Cieszę się, gdy mogę brać tak bardzo bezpośredni udział w tym święcie kolarstwa w Polsce. Pisałem zresztą o tym przynajmniej dwa razy. 
Siedzę w hotelowym pokoju świeżo po przejechaniu przez kolarzy etapu dla uczczenia śmierci młodego belgijskiego zawodnika, który miał fatalny w skutkach wypadek na trzecim etapie 76. wyścigu Tour de Pologne. Bjorg Lambrecht nie zbudował jeszcze legendy, jak kolarz z Filottrano, Michele Scarponi. Był u progu swojej kariery. Był wielką nadzieją belgijskiego kolarstwa. Przez fachowców zaliczany nawet do grona faworytów naszego narodowego wyścigu. Miał znakomitą pierwszą część sezonu. Przyjechał do Polski zmotywowany, wiedząc, że Tour de Pologne był trampoliną do sukcesów dla takich gwiazd, jak Alberto Contador, Peter Sagan czy John Degenkolb. Zapowiadał trzy dni przed feralnym dla siebie poniedziałkiem, 5 sierpnia w Krakowie, że na etapie pod Kocierz zaatakuje. Nie wiedział wtedy, iż ten etap stanie się etapem dla uczczenia jego pamięci. Bjorg zginął na wyścigu. To nie miało prawa się wydarzyć. Prosta, wyremontowana droga, no może trochę ślisko było, bo pół godziny wcześniej lało jak z cebra. I nagle (tak mówią świadkowie) najeżdża na element odblaskowy, jaki drogowcy umieszczają, by oznaczyć skraj drogi. Wiecie, taki pomarańczowy kwadracik. Na pewno dziesiątki razy zdarzyło Wam się takie najeżdżać. I tyle. Utrata równowagi i prosto w rów. Ach, gdyby w rów. Pewnie wstałby, przeklął i pojechał dalej. A on uderza całym swoim szczupłym ciałem w betonowy przepust, jaki łączy prywatną posesję przez melioracyjny rów z drogą. I koniec. Koniec. Koniec. Pech. Michele zginął na treningu, bliziuteńko domu, do którego wrócił poprzedniego wieczoru z wyścigu, przywożąc swoim bliźniakom koszulki lidera. Ruszając na trening, też nie przewidywał zapewne, że skończy się on tragicznie. Bjorga śmierć zabrała daleko od domu, w malutkiej polskiej miejscowości Bełk. Tuż przed dniami chwały, jakie zdarzały mu się coraz częściej. 
Od 1995 roku zginęło ponad 70 kolarzy. Na treningach, na wyścigach, z powodu brawury, braku ostrożności, koncentracji, ale też potrąconych przez samochody czy motocykle. Również te jadące w kolumnie wyścigu. Są też tacy, którzy ryzykują zdrowie biorąc doping. Wówczas nie wytrzymuje serce, jak u Jiméneza czy Pantaniego. Dziwne, że wśród tych ponad 70 zawodników (zawodowców i amatorów) 26 było z... Belgii. Kolarstwo to piękny, ale też niebezpieczny sport. Pamiętajmy o tym, zabierając nasze kruche życie na rowerową wycieczkę…
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.
 

 



Zdjęcie: archiwum Sławomira Bajew