okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> W świecie „do góry kołami”

poradniki

Mocne, trwałe i skuteczne

Takie są właśnie nowoczesne hamulce tarczowe. Bez względu na warunki i pogodę zahamują kiedy trzeba.   Początek lat 90. ubiegłego... »

Korespondencja >> Australia


W świecie „do góry kołami”

Paweł Löffler
Gotowi na kolejny szlak
Decydując się na rowerową wyprawę w nieznane, rzuciliśmy pracę, sprzedaliśmy samochód i zostawiliśmy to, co stałe. Do samolotu wsiadaliśmy pewni, że tego chcemy. 
 
W głowie utrzymywało się silne przeświadczenie, że tylko w ten sposób – w podróży, na rowerze, bez finansowych zobowiązań –odnajdziemy odpowiedzi na zbierające się pytania i ważne dla nas kwestie. 
Po lądowaniu w Adelajdzie prolog naszej nowej opowieści płynnie przeszedł w rozdział pierwszy, którym była Australia. Bo gdzie lepiej poradzić sobie z życiem wywróconym do „górny kołami”, jak nie na antypodach? 
Zapach kwitnących wiosennych kwiatów w październiku jest czymś niezwykłym. Tym bardziej, że jeszcze dwie doby temu, zanim wsiedliśmy na pokład pierwszego z trzech samolotów, mających nas zabrać na drugi koniec świata, żegnała nas jesień w pełni. Nie ta polska, złota, ale brudna i mokra. Jet lag i wybite wahadło poczucia czasu próbuje zdominować nasze zmęczone umysły. Bezskutecznie. Każdy działający receptor skoncentrowany jest teraz na czymś nowym. Kontroli bezpieczeństwa na lotnisku, gdzie opony i buty zostały skrzętnie sprawdzone, rzędach drewnianych domków szkieletowych z zadbanymi ogródkami, nieznanym śpiewie ptaków i pomrukach masywnych samochodów. Głównie jednak na tym, by trzymać się na drodze przy lewej jej krawędzi. Jesteśmy w Australii. 
Plan wyprawy zakładał przejazd z Adelajdy na południu, przez Melbourne w stanie Victoria, do Sydney na Wschodnim Wybrzeżu. Zakreślona na mapie linia, wytyczająca trasę wzdłuż wód Oceanu Indyjskiego i Pacyfiku, biegła przez najbardziej zamieszkałą część kraju, kreśląc kształt uśmiechu. Na realizację zamierzeń mieliśmy trzy miesiące, podyktowane restrykcjami wizowymi. Do przejechania było 2500 kilometrów, a na liście „do zrobienia” między innymi podziwianie błękitu oceanu na jednej z najpiękniejszych dróg świata, sprawdzenie, jak można dać drugie życie nieczynnym liniom kolejowym, spotkanie nieznanej na północnej półkuli fauny i flory.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Joanna Kaszewiak