okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2019 >> Wyścig jest religią

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> muzea kolarskie


Wyścig jest religią

Piotr Ejsmont
Rowerowy krzyż w starym muzeum w Roeselare

Kolarstwo ma już ponad 150-letnią historię. Rower jeszcze dłuższą. To upoważnia do stwierdzenia, że tak rower, jak i kolarstwo stały się częścią historii ludzkości. Wszystko, co z nimi związane jest obiektem zainteresowania wielu pasjonatów, zbieraczy oraz muzealników.

W gdańskim Muzeum II Wojny Światowej znajduje się bicykl jednej z mieszkanek Pomorza, która po zakończeniu wojny wracała na nim z robót w Niemczech do domu i po drodze spotkała swojego przyszłego męża.
Największym zainteresowaniem cieszą się jednak rowerowe przedmioty związane z kolarstwem wyczynowym. Pewnie dlatego, że kiedyś budziły wielkie emocje, a teraz pamięć o nich. Przejawia się to swego rodzaju kultem, dotyczącym wielkich wyścigów lub kolarzy. W tym pierwszym przypadku chodzi przede wszystkim o Tour de France oraz Wyścig Pokoju. Zbiera się wszystko: przedmioty, części rowerów, odzież, numery startowe, książki, fachowe czasopisma. Nie ma granic dla fanatyków.
W latach 60. ubiegłego wieku największym kolarzem był Jacques Anquetil, który pięć razy wygrał Tour de France. Francuz Philippe Villiers wraz z bratem Bertrandem byli wielkimi fanami tego mistrza. Na skuterze lub rowerach przemieszczali się przez Francję, żeby jak najdłużej bezpośrednio podpatrywać Tour, a przede wszystkim Anquetila. Jednej z takich eskapad nie zapomną do końca życia. Ich idol przejeżdżając obok, wyrzucił na ziemię niepotrzebne skórki mandarynki. Bracia poczekali, aż kolarz się oddali i rzucili się na szosę. Pozbierali co do jednej wszystkie skórki. Philippe do dziś trzyma je w słoiku jak świętą relikwię.
W Saint-Méen-le-Grand od 1994 roku działa muzeum innego wielkiego Francuza – Louisona Bobeta. Znajduje się ono przy miejscowym biurze turystycznym. Oprócz rowerów, koszulek, zdjęć, pierwszego kontraktu zawodowego, wśród eksponatów jest też wysuszona róża.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Joanna Ejsmont