okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2019 >> Trzy noce w namiocie z demobilu

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Góry Łużyckie i trójstyk granic


Trzy noce w namiocie z demobilu

Joanna Gerstel i Mariusz Wasiewski
Złota czeska jesień

Przetestowanie w akcji wojskowych śpiworów z demobilu, pochodzących z zasobów holenderskiej armii, to cel naszej wycieczki. Śpiworów kupionych jako używane, ale ponoć nadal dających komfort nawet przy minus 15 stopniach. Z kalendarza wykroiliśmy cztery wolne dni tuż pod koniec września, aby nie było za ciepło.

Marzyły nam się chłodne noce, z temperaturą przynajmniej około zera oraz wietrzyk. Czasu mieliśmy niewiele, więc miejscówka również powinna być niedaleka. A że do Czech bardzo lubimy wracać, uwielbiamy też pokonywać rowerami górskie podjazdy, wybór padł na okolice Liberca, znanego ośrodka sportów zimowych.
Początkowym kierunkiem były Górne Łużyce. Rano ruszyliśmy pociągiem do Zgorzelca, a potem już rowerami na południe, zobaczyć wielką dziurę w ziemi – wyrobisko Kopalni Węgla Brunatnego „Turów” w gminie Bogatynia. Niestety, aby zaspokoić naszą ciekawość, musieliśmy złamać prawo (do czego nie namawiamy) i z racji tego, że nie było legalnych punktów widokowych, weszliśmy na teren kopalni. Tam z jednego ze wzniesień rozpościerał się zapierający dech w piersiach widok na ogromną ranę w skorupie ziemskiej, konsekwentnie rozrywanej i pogłębianej przez potężne kombajny wydobywające drogocenny węgiel.
Teren mamy pagórkowaty, trochę podjazdów. Mimo wczesnojesiennej aury zrobiło się gorąco. Znaleźliśmy się na czesko-niemiecko-polskim trójstyku granic. Gdy wjechaliśmy do Czech, a konkretnie na przedmieścia Hrádka nad Nisou, od razu zrobiło się bardziej malowniczo i spokojniej. Generalizując, Czechy są podobne do Polski, ale jakby weselsze, z dystansem do siebie. Pierwszy namiotowy nocleg zaplanowany został przed wyjazdem.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Joanna Gerstel i Mariusz Wasiewski