okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2019 >> Zanim powiesz „tak”

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Chorwacja, Słowenia, Włochy


Zanim powiesz „tak”

Katarzyna Półkotycka
Zjazd z przełęczy Vršič

Wyjazd do Słowenii i Chorwacji zaplanowaliśmy na lipiec. Kilka miesięcy wcześniej zakupiliśmy bilety autokarowe. Dzień przed wyruszeniem w drogę zrobiliśmy wszystkie potrzebne zakupy oraz spakowaliśmy rowery w kartony, według wymogów przewoźnika.

Wreszcie nadszedł dzień wyjazdu. O godzinie dziewiątej czekaliśmy na autokar, ale ku naszemu zdziwieniu pojawił się bus z przyczepką. Nastąpiła chwila konsternacji, czy nasze rowery zmieszczą się z ogromnymi walizkami innych podróżnych i czy będą tam bezpieczne. Myślę, że gdyby brakło dla nich miejsca w przyczepce, oddalibyśmy im swoje w busie. Odetchnęliśmy głęboko, dopiero gdy siedzieliśmy w autokarze, do którego dowiózł nas bus, a rowery spokojnie leżały w luku bagażowym. Podróż czas zacząć: 18 godzin jazdy z Łodzi do Zagrzebia.
Do stolicy Chorwacji dotarliśmy o drugiej w nocy. Skręcanie rowerów o tak późnej porze nie należy do naszych ulubionych zajęć, ale co było robić. Na wyprawach w takich sytuacjach przydaje się kobieta, która wszystkiego pilnuje i dobrze świeci latarką, a najważniejsze, że po prostu nie przeszkadza. Dawid i Przemek świetnie sobie poradzili i mogliśmy ruszać.
Kartony złożyliśmy i zostawiliśmy przy śmietniku. Jak zapakować rowery w drogę powrotną, będziemy martwić się w Zadarze.
Przejechanie Zagrzebia zajęło nam bardzo dużo czasu. Jechaliśmy przez tunele i puste ulice, wydawało nam się, że droga przez miasto ciągnie się w nieskończoność. Wykończeni jazdą autokarem, pokonując 30 kilometrów rowerem, w końcu znaleźliśmy miejsce, w którym mogliśmy rozbić namioty.
Po kilkugodzinnej drzemce wyruszyliśmy w drogę, by po chwili przekroczyć granicę chorwacko-słoweńską. Początkowo jechaliśmy po dość płaskim terenie wzdłuż rzeki Sawy. W okolicach miejscowości Brestanica do poprowadzenia ścieżki rowerowej wykorzystano tunele po zamkniętej kopalni.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Katarzyna Półkotycka