okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2019 >> Coś więcej niż pustynia

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Oman


Coś więcej niż pustynia

Ewa Świderska
Plaża w Dubaju. Lazur wody kusi do wskoczenia w morskie fale, ale ratownik nie ma co robić. Arabowie rzadko się kąpią, a muzułmańskie kobiety niemal w ogóle

Nepal? Malezja? Może południowe Indie? Na mojej drodze Jedwabnym Szlakiem z Chin do Europy listopad zastał mnie w południowym Kazachstanie. Co prawda w końcu października panowała tam jeszcze nadzwyczaj ciepła, w zasadzie letnia aura, jednakże już kilka dni później zmieniła się na taką bardziej zgodną z kalendarzem – coś pomiędzy pięcioma stopniami na plusie a pięcioma na minusie. Wtedy to musiałam podjąć decyzję – co teraz, gdzie dalej?

Jeśli ma być zima, niech będzie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Omanie! Szczególnie o tym drugim słyszałam wiele dobrego. W drugiej połowie listopada opuściłam zatem Kazachstan i przeniosłam siebie, rower i mój niemały rowerowy dobytek w zupełnie inny wymiar.
Wymiar nazywał się Dubaj i – uwaga! – wcale nie jest to stolica Zjednoczonych Emiratów Arabskich (jest nią Abu Zabi). To jednak niewątpliwie jedno z najdziwniejszych miejsc na świecie. Monstrualny twór ze szkła i stali, co to wyrósł na środku pustyni, nad brzegiem morza w Zatoce Perskiej, w przeciągu góra dziesięciu lat. Miejsce, w którym łatwiej spotkać pracującego w sektorze usług Hindusa, Pakistańczyka, Filipinkę czy też tysiące obcokrajowców zajmujących wysokie stanowiska i cieszących się zerowym podatkiem od zarobków (od nowego roku podobno jest to już 5 procent) niż rodowitego Emiratczyka.
Po dwóch latach ponownie odkrywam zalety portalu zrzeszającego chętnych do goszczenia cyklistów, tudzież chętnych do bycia goszczonymi podróżnikami rowerowymi, czyli portal Warmshowers. org. Dzięki wskazówkom Chrisa, mojego hosta, który zgodził się przyjąć mnie w swojej willi otoczonej palmami i zieloniutką trawą, zraszaną dookoła dziesiątkami maleńkich fontann, miałam zapewnione łagodne lądowanie w tej oazie luksusu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Ewa Świderska