okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> Czarne serce Kolumbii

poradniki

Z węża lub butelki

Bidon pełen wody jest tak samo ważny jak zapasowa dętka czy podręczny zestaw narzędzi. Bez częstego nawadniania nie ma mowy o wydajnej i... »

Reportaż >> Kolumbia: Chocó i kawowa oś kraju


Czarne serce Kolumbii

Wojciech Ganczarek
Jedno z maleńkich miasteczek Eje Cafetero, kawowej osi: kilka przecznic, czerwone dachówki, biały kościół i skupy kawowego ziarna zaraz przy rynku
– Jak idzie? – pytam. – Ale z czym? – odpowiada kobieta. – Z wojną czy z pieniędzmi? – No – bronię się, zaskoczony: – z tym i z tym. Ona: – obecnie nie ma ani jednego, ani drugiego.
 
W  organizmie ludzkim serce znajduje się na górze po lewej. W Kolumbii – takie przynajmniej odniosłem wrażenie – środek wydarzeń, to serce, mieści się na północnym zachodzie, czyli na górze po prawej. A że czarne? Czarne jak kawa, jak mrok dżungli, jak kolor skóry mieszkańców wybrzeża Pacyfiku i karoseria podpalonego autobusu. Zapraszam na wycieczkę po rzadko odwiedzanym departamencie Chocó i po Eje Cafetero, kawowej osi kraju.
Medellín to to samo miasto, którym swego czasu trząsł Pablo Escobar, gdzie na placach tyją obłe rzeźby Fernando Botero, a mieszkańcy cierpią na – lub doznają jego błogosławieństw – skrajny, lokalny patriotyzm. O drugiej co do wielkości kolumbijskiej metropolii usłyszałem po raz pierwszy gdzieś na wysokości Nikaragui. Im dalej brnąłem na południe, tym bardziej powietrze zdawało się być nasączone ewangelią o kwietnym mieście: boskim Medellín i jego kobietach. Jeśli chodzi o geografię: 1500 metrów n.p.m. To stąd na południe rozciąga się region upraw kawy. Miasto jak miasto: duże, tłoczne, ludzie mówią akcentem z telenowel o prostytutkach i mafii. Nic, tylko pojechać do lasu.
A Chocó to nie byle las: to jeden z najwilgotniejszych lasów tropikalnych na świecie, z najbogatszą florą i fauną (pełen jaguarów i tak dalej). Oczywiście nie należy traktować tego zbyt poważnie: każdy kraj tworzy odpowiednie strony internetowe, na których stwierdza, że wszystko, co posiada, jest najwilgotniejsze, najwyższe, naj-jakie-tam-im-się-zażyczy. Chociaż, trzeba przyznać, pada tu sporo: średnio 9000 mm rocznie, czyli piętnaście razy więcej niż w Polsce. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Wojciech Ganczarek