okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 7/2019 >> Łatka została rzucona!

poradniki

Palcem po mapie

Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak zagubienie podczas wycieczki rowerowej jest w stanie zburzyć radość, którą czerpiemy z jazdy.... »

Od drewna do karbonu

Nie ulega wątpliwości, że koło to jeden z najistotniejszych wynalazków ludzkości. Od tysięcy lat znajduje zastosowanie niemal we... »

Na finiszu >> Bajew-ów 2-óch


Łatka została rzucona!

Sławomir Bajew
 
Łatki? Owszem, ale tylko te w zestawie naprawczym! Innych nie zabieram, nie przylepiam, nie chcę mieć przylepianych. Łata w sumie świetna rzecz. Daje poczucie bezpieczeństwa, przynajmniej tym, którzy wiedzą, jak jej użyć. Bo mieć łatkę, a potrafić jej użyć to – przyznajcie – inne bajki. A myślę tu o łatkach rowerowych, takich z gumy czy innego lateksu (nie doczytałem w Google’u). Nie tych w przenośni, używanych przez nas z wielką wprawą. Przez większość? E, to raczej za dużo powiedziane. Jeszcze nie spotkałem nikogo, kto przyznałby się do przyklejania łatek. Jeszcze nikt w mej – już ponadpółwiecznej – historii spotkań z ludźmi nie przyznał się do tego, że mnie „ołatkował”. Więc kto to robi? Może to tylko istnieje w tych tam internetach? Bo łatki rowerowe, to i owszem, widziałem w użyciu. Ba, sam ich używałem w awaryjnych sytuacjach. Nawet miałem okazje podzielić się nimi. Piękna rzecz taka łatka. Jedziesz, jedziesz, cieszysz się z tego, albo i nie cieszysz, podziwiasz, czy nie podziwiasz, smutny czy wesoły zawsze możesz trafić na gwóźdź, kamień czy szkło. Przejeżdżasz przez tę nieprzyjazną twardość i nieszczęście gotowe. Gdy okazuje się, że akurat u ciebie występuje permanentny brak dętki zapasowej, przychodzi w sukurs łatka. Malutka, podniszczona już trzecim sezonem w tylnej kieszonce rowerowej bluzy, ma teraz swoje pięć minut. Ściągasz koło. Oczywiście to bez powietrza. Przeważnie będzie to koło trudniej ściągalne. Przeważnie tylne. Wiem, są w Polsce regiony i ludzie, u których jest odwrotnie! Zdaję sobie sprawę, proszę na mnie nie fu(c)kać! Po zdjęciu koła należy zdjąć oponę. Po zdjęciu opony, jeśli dziura jest duża, masz duże szanse na szybkie jej znalezienie. Tu jednak zła wiadomość, bo jeśli dziura jest duża, a łatka mała, to nawet jeśli bez trudu znalazłeś wielką dziurę, małą łatką możesz nie dać rady jej zalepić. Załóżmy jednak, że masz tyle szczęścia, że i większe łatki znalazły się w zestawie. Wtedy dętkę wokół dziury czyścisz, kleisz odpowiednio dużą łatkę, ściskasz, chwilę czekasz, montujesz pod oponą na obręczy (uprzednio sprawdziwszy, czy jakieś ciała obce nie tkwią na oponie od wewnątrz), pompujesz, zakładasz koło we właściwe miejsce, wycierasz łapy o własny tyłek i ruszasz dalej zadowolony, że wszystko się udało, że miałeś ze sobą i łatkę, i kleik, i pompeczkę. Ach! Pięknie tu, pięknie. Trzeba przyznać, że o ile przyklejenie rowerowej łatki jest dość złożonym (jednocześnie dla niektórych i w niektórych regionach odwrotnie – dość prostym) zabiegiem, o tyle użycie łatki w stosunku do innego użytkownika roweru (acz nie tylko) jest zabiegiem zdecydowanie nieskomplikowanym. Weźmy tak popularnego „debila”, „głupka”, „barana” czy „cozatypa”. To zawsze mamy pod ręką. Szczególnie głęboko tego nie chowamy. W odpowiednim (dla kogo?) momencie sięgamy (często bez chwili zastanowienia) po taką łatkę, rzucamy nią, przyklejamy do człowieka i spokojnie (wiem, w niektórych regionach mniej spokojnie) ruszamy dalej w świat. Łatka została rzucona! I tak sobie jeździ – z czasem nawet z nieświadomym tego człowiekiem – łatka po świecie. Ale jeździ tam niepotrzebnie, bo powinienem sobie sam zakleić dziurę. Moją dziurę zdezelowanej wrażliwości! 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.
Fot. archiwum Sławomira Bajewa