okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> W królestwie dynastii szewców

poradniki

Z węża lub butelki

Bidon pełen wody jest tak samo ważny jak zapasowa dętka czy podręczny zestaw narzędzi. Bez częstego nawadniania nie ma mowy o wydajnej i... »

Na szlaku >> Czechy - Morawy


W królestwie dynastii szewców

Tomasz Larczyński
Pomnik dyrektorów Baťów, oczywiście w centrum Zlína
Tak naprawdę niewiele jest w historii państw czy regionów powstałych z kaprysu któregoś konkretnego władcy. Zwykle to jakiś proces społeczny, wojna czy aspiracje narodowe kształtują mapę, a takie twory jak państwo Aleksandra Wielkiego czy imperium Czyngis-chana to efemerydy. Jest jednak wśród nich okaz jedyny i nigdy nie powtórzony: region historyczny, utworzony z inicjatywy… szewca. Mowa tu o kraju zlińskim (Zlínský kraj) na Morawach.
 
I nie ma w tym żadnej przesady – zanim Tomáš Baťa, szewc od siedmiu pokoleń, w 1899 roku dokonał założenia regionu w postaci przestawienia się na masową produkcję butów z płótna, Zlín był miniaturowym miasteczkiem na skraju Wołoszczyzny Morawskiej (Valašsko). Przez kilkadziesiąt lat Tomáš, inspirowany podpatrzoną na saksach taśmową produkcją aut Henry’ego Forda, przekształcił swój rodzinny rękodzielniczy warsztacik w światowego lidera produkcji obuwia, a swoiście pojmowany aktywizm, który dziś nazwalibyśmy społeczną odpowiedzialnością biznesu, zaowocował powstaniem prawie stutysięcznego miasta, zabudowanego funkcjonalistycznymi domkami dla robotników. Tomáš i jego następca, przyrodni brat Jan Antonín, mało angażowali się w funkcje publiczne (tylko Tomáš był 10 lat starostą Zlína), wystarczyło im dyrektorowanie fabryką. W efekcie powstała trochę taka Gdynia, tylko z górami zamiast morza i z dynastią szewców zamiast państwowego planu – a okoliczne wsie i miasteczka naturalnie zaczęły ciążyć do głównego miejsca pracy. I w taki właśnie, skąpo dotąd przeze mnie odwiedzany, zakamarek Moraw skierował mnie wiosenny los.
Tym razem wszakże nie samotnie, gdyż po wygrzebaniu się z EuroCity Polonia na stacji Otrokovice zdybał mnie Zdeněk, lokalny rowerowy przewodnik i promotor tego regionu. Pod jego przewodem wszczęliśmy zygzaki między rybnikami Niziny Środkowomorawskiej (Středomoravskiej nivy), zatopieni w żółtych przestrzeniach rzepaku. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Tomasz Larczyński