okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> Diesel Velo, czyli słodkie życie emeryta

poradniki

Z węża lub butelki

Bidon pełen wody jest tak samo ważny jak zapasowa dętka czy podręczny zestaw narzędzi. Bez częstego nawadniania nie ma mowy o wydajnej i... »

Na szlaku >> Green Velo


Diesel Velo, czyli słodkie życie emeryta

Michał Grzejszczak
Mimo „zmęczenia materiału” warto na wakacjach wstawać przed świtem. Green Velo nabiera wtedy zdecydowanego trójwymiaru
Jest połowa lipca, a za mną najcięższy w mojej zawodowej historii sezon w pracy. Padam. Dosłownie. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu dni nie było czasu porządnie się wyspać, spotkać ze znajomymi, wyskoczyć na piwo, nie mówiąc już nawet o tripie za miasto. 
 
Czerwiec przywitał mnie lawiną zleceń, zapchanym harmonogramem, pobudkami o czwartej nad ranem i pozbawioną na pozór logiki bieganiną. Miałem wszystkiego „pod korek”, gdy dostałem od Zuzy enigmatycznie zaszyfrowaną wiadomość: dość!
Podjęcie decyzji o wyjeździe na szczęście nas nie przerosło. Owszem, chciałoby się wyskoczyć gdzieś dalej, gdzieś bardziej egzotycznie… Tam, gdzie nigdy jeszcze nas nie było, ale rzut oka na ceny lotów wystarczył, by szybko i gwałtownie sprowadzić maszynę na ziemię. Wypad tak, zagranica nie. Bierz, co jest, za chwilę może nie być nawet i tego. No dobra, no to pomysł mamy: Polska. Okolica niekoniecznie najbliższa. Wszystko fajnie, wszystko niby na miejscu. Wystarczy zatem jedynie sprawdzić napędy, wyczyścić łańcuchy, powymieniać to i owo, przewietrzyć śpiwory, powyciągać mapy, skoczyć na dworzec po bilety... Wystarczy tylko... Tak, tak. Trochę tego jest. Zdrowie jest, chęci są, nie ma tylko jednego: siły.
Mieć ciastko i zjeść ciastko – coś w ten deseń. Zapaleni, podnieceni i gotowi. Tylko jak tu ruszyć, gdy ledwo się powłóczy nogami, gdy przesypia się bezwiednie trzecią drzemkę, a poranne słońce zaczyna być strategicznym wrogiem. Ciężko mi o motywację. Najchętniej rozwiesiłbym hamak, wyłączył telefon, spał trzy kolejne dni, a czwartego mógłbym pomyśleć, co dalej. Rzadko mi się to zdarza, prawie wcale, ale tym razem jestem „dętka”. Poddaję się, powietrze zeszło ze mnie do samego końca.
Pomysły rodzą się na szczęście z potrzeby. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Michał Grzejszczak