okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> Fred, rower i 5000 km

poradniki

Z węża lub butelki

Bidon pełen wody jest tak samo ważny jak zapasowa dętka czy podręczny zestaw narzędzi. Bez częstego nawadniania nie ma mowy o wydajnej i... »

Kalejdoskop


Fred, rower i 5000 km

Izabela Dachtera-Walędziak
 
65 dni – tyle trwała rowerowa włóczęga Alfreda Pieszczochowicza, łodzianina, zapalonego żeglarza, kajakarza i także rowerzysty. 
 
– A gdyby tak pojechać na kraniec Europy i o własnych siłach wrócić rowerem do domu – pomyślał pan Fred, siedząc na pokładzie jachtu i mocząc nogi w ciepłej wodzie Adriatyku. Mogłoby się wydawać, że wpływ na ów szalony pomysł miały smaczne wino, wysoka temperatura i szeroko pojęte wakacyjne rozleniwienie. W takich okolicznościach do głowy przyjść potrafią przeróżne myśli. Ta, która przyszła do głowy pana Alfreda, została w niej na dłużej. Ba! Siedziała przyczajona całe 16 lat. W międzyczasie właściciel owej głowy został emerytem. A że czuł się świetnie i czuł także, że czas mija i że nie chce spocząć na wyprawowo-żeglarskich laurach, odkopał w głowie ów pomysł sprzed lat nastu. I ruszył w drogę. Najpierw samolotem do Lizbony, a stamtąd przez 65 dni i nocy, przez ponad 5000 kilometrów, przed siebie, z powrotem do rodzinnej Łodzi. 
Książka „Fred, rower i 5000 km” to dziennik z tej podróży. Każdego wieczora, na kempingu, już w namiocie, po kolacji i obowiązkowym piwie, autor podsumowywał dzień, notując liczbę przejechanych kilometrów, sumę podjazdów, ciekawsze miejsca, przygody, spotkania z ludźmi. Z tych notatek powstała barwna, czasem śmieszna (jak to bywa z seksem u podróżników, podczas wyprawy), czasem smutna (wypadek w Hiszpanii, podczas którego o mało nie stracił życia) opowieść o ciekawości świata i radości życia niezależnie od wieku, o walce z samym sobą, tęsknocie za rodziną i różnorodnej Europie – od Portugalii, poprzez Hiszpanię z Gibraltarem, Andorę, Francję, Monako, Włochy, Szwajcarię, Lichtenstein, Niemcy, Czechy, aż po Polskę. Nad realizacją wyprawy czuwała w Łodzi partnerka pana Freda – Ewa, nazywana w książce „domowym centrum dowodzenia”. To ona co wieczór pomagała Alfredowi w znalezieniu kempingu, wspierała go w trudnych chwilach, kiedy do domu ciągle było daleko. Już w Portugalii Fred zastanawiał się, jakim prezentem zaskoczyć Ewę, co będzie wspólnego dla całej wyprawy, a jednocześnie nie dociąży sakw, w których zagospodarowany został każdy centymetr sześcienny. Jak myślicie, co dostała Ewa? Bukiet zasuszonych kwiatów, po jednym z każdego kraju. 
Dziennik Alfreda Pieszczochowicza to także nieocenione kompendium wiedzy dla wszystkich, którzy chcieliby ruszyć jego śladem lub w podobną drogę. Autor szczegółowo pisze o swoich przygotowaniach, ekwipunku, na bieżąco dzieli się z czytelnikiem przemyśleniami na temat sprzętu, kempingów, szlaków rowerowych, lokalnej kuchni, nawigacji itd.  
„Fred, rower i 5000 km” to pozycja dla każdego rowerzysty i w każdym wieku. Jeśli czujecie, że Polska robi się dla Was za ciasna, chcielibyście zobaczyć coś więcej i dalej, ale niekoniecznie jak Kazimierz Nowak przedzierać się przez Afrykę, zacznijcie od Europy. Nawet, jeśli nie od 5000 kilometrów, to chociaż jakiejś części tego dystansu. 
 
Alfred Pieszczochowicz, „Fred, rower i 5000 km”, wyd. DW Sorus Sp. z o.o., 
Poznań 2019, ss. 330