okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 6/2019 >> Z bratem na przełęcze

poradniki

Mocne, trwałe i skuteczne

Takie są właśnie nowoczesne hamulce tarczowe. Bez względu na warunki i pogodę zahamują kiedy trzeba.   Początek lat 90. ubiegłego... »

Na szlaku >> Włochy: jezioro Garda i okolice


Z bratem na przełęcze

Przemysław Bajew
Sławek na stromym zboczu pod Eno

To był 2012 rok. W Limone sul Garda rozpoczynał się 16. górski etap Giro d'Italia. Leżałem na wersalce w typowej po pracy malignie. Obiad pomalutku się przetrawiał, a telewizor robił wszystko, żebym na niego zwrócił uwagę. Emitował kolorowe obrazki, gadał różnymi głosami, a w pewnym momencie nawet wydawało mi się, że słowami redaktora Tomasza Jarońskiego z Eurosportu zaczął podstępnie obiecywać, że będzie zużywał mniej prądu i powiedzie mnie do raju.

 
Szczątkami świadomości zerknąłem mu jeszcze w twarz, znaczy w ekran, jeszcze kotlet w ślad za peletonem pomknął w serpentyny. Jeszcze przez szparki w oczach ujrzałem kręte alpejskie dukty, zawieszone nad potężną taflą wody, z której niemal pionowo strzelały w niebo ośnieżone szczyty Monte Baldo, zakochałem się w tej wizji, zapragnąłem tam być i odpłynąłem na dobre. Cudownie, cudownie... jutro na siódmą... na szóstą... na... na... na... ten... czasss... Wojski... wyjął... Wolski... jutro w pracy cię dorwę! 
Obudziłem się nagle. Słyszałem, jak w nocy padało, krople wody tłukły w nasz domek, stojący w oliwkowym gaju. Rano mieliśmy wyruszyć. Pierwszy raz w życiu rowerem na alpejskie szlaki! Wychodzę wreszcie z domku. Słońce. Ani śladu deszczu. Na stoliku pomiędzy koronami z gałęzi oliwek stoi kawa, talerzyki z usmażonymi owocami kurzej troski, miód, bułki, szukam gdzieś świętego Piotra, ale go nie ma. Za to znajduję brata Sławomira, który to wszystko przygotował, nie obudziłem się bowiem w raju (choć blisko), lecz u stóp Dolomitów, nad jeziorem Garda we Włoszech – miejscu moich półprzytomnych westchnień od lat! 
Czyściutkie czerwcowe niebo. Miejsce startu – San Felice del Benaco. Wybraliśmy to miasteczko na kilkudniowy rodzinny pobyt. Śniadanko upłynęło na miłych pogawędkach, niespiesznie, w typowo południowym klimacie. Stajemy jednak, w końcu, przy rowerach. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Przemysław Bajew