okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2019 >> Perseidy widziane z hamaka

nowości

Gravelowe buty

Mamy już gravelowe opony, ramy, torby, koła, hamulce, widelce, gravelowe stroje i należy tylko wypatrywać gravelowych bidonów i... »

Kawa dla kolarzy

Czy są wśród nas prawdziwi kawosze? Nie mam najmniejszych wątpliwości – w końcu, gdy w czasie rowerowego spotkania padnie temat... »

System antykapciowy

Schwalbe zaprezentowało kolejny system zastępujący dętki, czyli Urban Airless System. Dzięki specjalnej, termokurczliwej, poliuretanowej... »

Torba na rower

Tym razem prezentujemy nieco inną torbę – Accent wprowadził do sprzedaży niedrogi pokrowiec, który przyda się, kiedy rower musi... »

poradniki

Z bagażem na plecach lub… biodrach

Lekki, wszechstronny i wygodny. Właśnie taki powinien być dobry plecak rowerowy. Jeszcze lepiej, jeśli nie odczujecie jego obecności na... »

Na szlaku >> z dzieciakami > Pojezierze Drawskie


Perseidy widziane z hamaka

Rafał i Jakub Kołodzińscy
Rowerzyści na stanowiskach
Pogoda była piękna – jak całe lato tego roku. Plan na męską wycieczkę rowerową ułożony jedynie w zarysie. Pojezierze Drawskie to ogromna przestrzeń do podróżowania rowerem, spania w pięknych miejscach i kąpania się w licznych jeziorach. Oprócz samej jazdy z sakwami, istotną atrakcją miało być spanie. Wprawdzie ja uwielbiam spanie w namiocie, ale Jakub (11 lat) trochę mniej. Hamaki miały być tym, co będzie wyśmienite dla nas obu. 
 
Ruszyliśmy późnym popołudniem z Machlin. Początkowo drogą przy jeziorze Machliny Małe, później szutrową – przez las. Celem było pole biwakowe położone nad jeziorem Nawsie, w miejscowości Psie Głowy. Tempo mieliśmy wartkie, humory dobre, a w perspektywie kąpiel w orzeźwiającej wodzie. Jezioro jest małe, a woda okazała się bardzo ciepła. Kiedyś stał tu pomost, dziś pozostała tylko wiata. Jesteśmy sami. Nie oczekiwaliśmy niczego innego i nic oprócz czasu dla siebie nie było nam potrzebne. Hamaki zawiesiliśmy między dorodnymi sosnami. Pozwoliliśmy sobie na zrezygnowanie z tarpów, gdyż noc zapowiadała się pogodna. Leżąc w hamaku i czekając na sen, można sobie patrzeć w niebo, w gwiazdy, korony drzew. Można, ale raczej się to nie dzieje, bo trud dnia zazwyczaj zsyła błyskawiczny sen. Siedzimy zatem przy przedłużającej się kolacji i omawiamy planowane trasy na kolejne dni. Nasza wycieczka ma przebiegać też przez Złocieniec. Skojarzenia Jakuba są błyskawiczne i… już słuchamy Starego Dobrego Małżeństwa, które śpiewa o tym, jak dobrze być przejazdem w Złocieńcu. Nie miałem pojęcia o istnieniu tego utworu. Przypomnieliśmy sobie też, że nadchodząca noc miała przynieść rój meteorów na niebie, zwany Łzami Świętego Wawrzyńca. Wypatrywaliśmy więc niebiańskich łez i oczywiście widzieliśmy szybko przesuwające się po niebie obiekty, które zgodnie uznaliśmy za perseidy, a nie za samoloty. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 

 



Zdjęcie: Rafał i Jakub Kołodzińscy