okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> Prawie 100 kilometrów na raz

nowości

Domowe wyścigi

Pogoda tej wiosny nas nie rozpieszcza, więc jeśli nie lubicie moknąć na rowerowej wyprawie, w oczekiwaniu na piękną aurę można zająć się... »

Butelka wielofunkcyjna

Na jednej z platform służących do zbierania pieniędzy na realizację ciekawych projektów zaprezentowano interesujący projekt butelki.... »

Ciepło i wygodnie

Damska koszulka termiczna marki Bontrager została wykonana z miękkiej, elastycznej i lekkiej tkaniny Profila Thermal. Zamek sięga do połowy... »

Grafen w oponie?

Grafen to rewolucyjny materiał pochodzący z grafitu i wykazujący niesamowite właściwości. Jest to jednoatomowej grubości struktura cząstek... »

E-sakwa?

Ortlieb nie zamierza przegapić e-bike'owego szaleństwa, więc zaprezentował sakwę do rowerów elektrycznych! Na szczęście sakwa nie ma... »

Shimano do gravela

Japoński producent właśnie przygotowuje pierwszą partię osprzętu zupełnie nowej grupy. GRX została opracowana z myślą o rowerach... »

poradniki

Pod napięciem

Szmer elektrycznego silnika przenosi nas w zupełnie inny wymiar rowerowej przygody. Od teraz wszystko jest jakby inne. Podjazdy bardziej płaskie, a... »

Na szlaku >> z dzieciakami > z Krynicy-Zdroju do Nowego Sącza


Prawie 100 kilometrów na raz

Bartłomiej Pawlak
Veni, vidi i w drogę. Początek wycieczki na stacji w Krynicy
Wszystko, co robimy po raz pierwszy, niesie ze sobą nutkę niepewności i szczyptę ekscytacji. Tak jest i tym razem. Mimo że na koncie mamy sporo wspólnych wycieczek, tych bliższych i tych dalszych, ten wyjazd ma być wyjątkowy – jedziemy pociągiem, a z nami nasze rowery. Tym razem skład ekipy mocno okrojony, wybraliśmy się tylko we dwóch – Dominik i ja. Taka męska wycieczka ojca z synem.
 
Ponieważ przed wyjazdem lubię mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, bilety kupiłem z wyprzedzeniem, rowery sprawdziłem i z grubsza rozplanowałem trasę.
W niedzielę wieczorem pakowanie, sprawdzanie, czy wszystko zabraliśmy, i do spania, bo nazajutrz czeka nas wczesna pobudka. Jak to w takich momentach bywa, sen wcale nie chce przyjść – perspektywa wspólnej przygody nie pozwala zasnąć. Kiedy o czwartej nad ranem dzwoni budzik, szybko wyskakujemy z łóżek, ekspresowa toaleta, obowiązkowa kawa (dla mnie), plecaki na plecy i po cichu wyprowadzamy rowery. W drzwiach żegna nas żona, życzy nam udanej i bezpiecznej podróży.
Na dworzec Kraków Główny mamy dziesięć kilometrów, ale miasto jeszcze śpi, więc dojeżdżamy ekspresowo. Zarówno dworzec, jak i jego otoczenie są przyjazne rowerzystom. Pod peronami poprowadzony jest tunel z wydzieloną drogą rowerową, a z tunelu na każdy peron prowadzi pochylnia. Dojazd do tunelu jest dogodny z obu jego stron, zarówno od politechniki, jak również od ronda Mogilskiego.
Do odjazdu pozostało jeszcze 20 minut, zatem bez pośpiechu robimy zdjęcia i pakujemy rowery do pociągu. Nie ma nerwów, ponieważ to stacja początkowa, a pociąg podstawiono wcześniej. Może jest lekki zawód, że nie pojedziemy nowoczesnym składem, tylko starym, elektrycznym zespołem trakcyjnym. Jednakże po wejściu do pociągu rozczarowanie mija. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 



Zdjęcie: Bartłomiej Pawlak