okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2019 >> Jak zostaliśmy celebrytami

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Bangladesz


Jak zostaliśmy celebrytami

Adela Tarkowska
Nietypowy uczestnik ruchu
Któregoś dnia, kiedy studiuję mapę świata, mój wzrok pada na Bangladesz – kraj, o którym nie wiem zupełnie nic. Zaczynam szukać informacji. Ze strony polskiego MSZ dowiaduję się, że jest to jeden z najsłabiej rozwiniętych, najbiedniejszych i najbardziej zaludnionych krajów świata. 
 
Bangladesz, leżący w największej na świecie delcie – delcie Gangesu, nawiedzany jest corocznie przez monsuny i powodzie, powodujące kataklizmy i liczne zniszczenia sięgające połowy kraju. Z powodu niskiego standardu życia i słabej higieny istnieje wysokie ryzyko zachorowania na malarię, dengę, cholerę, żółtaczkę, wirusowe zapalenie opon mózgowych oraz robaczycę i zakażenia bakteryjne. Należy spożywać wyłącznie wodę butelkowaną oraz myć warzywa w specjalnych roztworach. Do tego bardzo wysokie jest zagrożenie przestępczością pospolitą, włącznie z napadami, kradzieżami i obecnością uzbrojonych gangów – kończy poradnik MSZ. Brzmi dobrze, jedziemy!
Do Bangladeszu wjeżdżamy przez przejście graniczne z Indiami w Benapole. Gdy tylko przeprawiamy się na stronę bengalską, natychmiast oblega nas gęsty tłum zaciekawionych mężczyzn. Co chwilę dochodzą nowi, którzy stojąc na palcach, próbują dojrzeć ponad głowami innych, co tam jest ciekawego. Ktoś rzuca hasło: „Selfie!” i wszyscy ustawiają się w kolejce, aby zrobić sobie z nami zdjęcie. Bywaliśmy już wcześniej w sytuacjach, w których otaczał nas ciasny wianuszek gapiów. Niejednokrotnie było to przytłaczające i nieprzyjemne. Tutaj czuję duży spokój. Jest w Bengalczykach coś tak sympatycznego, że nie obawiam się w najmniejszym stopniu o swoje bezpieczeństwo! Dostajemy kilka zaproszeń na herbatę z mlekiem i po chwili mamy już mnóstwo znajomych w mieście.
Nazajutrz idąc ulicą, czujemy się jak celebryci. Wszyscy nas rozpoznają. Z każdego straganu dobiega sympatyczne: „Hello, mister Kris! Hello, miss Adela!”.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Adela Tarkowska i Krzysztof Józefowski