okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> W marzeniach mknę jak kozica

poradniki

Rowerem do pracy

Ulica, praca, a po drodze lotna premia zwieńczona kawą. Tak wygląda codzienność wielu z nas. Ta może być jednak jeszcze lepsza dzięki lekkiej... »

Na szlaku >> Tatry - śladami Tour de Pologne


W marzeniach mknę jak kozica

Paweł Kosicki
Gest tryumfu na szczycie Łapszanki
Podążając za rowerową pasją, w sierpniu zeszłego roku spakowaliśmy kolarki do auta i ruszyliśmy w długą drogę na południe Polski. Cztery dni w Tatrach równały się czterem górskim etapom Tour de Pologne, które zamierzaliśmy pokonać. 
 
Entuzjazmu nam nie brakowało, jednak o ile w przypadku mojego przyjaciela Darka, nazywanego wśród przyjaciół Kubą, rowerowe ambicje zawsze idą w parze z możliwościami, o tyle u mnie, niestety, nieco się czasami rozmijają. W marzeniach mknę po przełęczach jak kozica, w rzeczywistości już nie tak bardzo.
Wszystko zaczęło się w Berlinie, w maju 2010 roku, kiedy w okolicach dworca zoo wypożyczyliśmy z Kubą miejskie rowery. Snując się w promieniach zachodzącego słońca po zielonych ogrodach Tiergarten, odkryliśmy nieznane nam wcześniej walory komunikacyjne, jakie oferuje miejski bicykl. Eureka!
Mimo że wcześniej jeździliśmy już na rowerach, głównie górskich, to właśnie w tamtej chwili nasza rowerowa przygoda rozpoczęła się na dobre. Kilka miesięcy później, w styczniu 2011 roku, nastąpił kolejny zwrot. Odwiedziwszy doroczną galę „Rowertouru” i wysłuchawszy tam fascynujących, podróżniczych opowieści, zrozumieliśmy, że na rowerze można przemierzać świat. I tak zapragnąwszy nowych doświadczeń, kupiliśmy kolorowe sakwy i latem wyruszyliśmy na pierwszą wyprawę. Na rowerach do Amsterdamu. Tam – pełnia szczęścia. Po przejechaniu w pięć dni tysiąca kilometrów spotkaliśmy Maćka, zapalonego kolarza amatora. Wystarczyło przejechać się na jego lekkiej jak piórko kolarce, by zarazić się kolejnym wirusem – kolarstwem szosowym. Dziś rowerami jeździmy po mieście, podróżujemy z sakwami po świecie i ścigamy się po górach na rowerach z oponami szerokości sznurowadła.
Tak z Poznania trafiliśmy w Tatry. Zamieszkaliśmy w Brzegach, u zaprzyjaźnionego z rodziną Kuby górala z krwi i kości, pana Stanisława. Wieczór przed pierwszym etapem upłynął nam w towarzystwie okowitki z miodem. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 

 



Zdjęcie: Dariusz Kobusiński