okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> Polska w dwa dni

poradniki

Rowerem do pracy

Ulica, praca, a po drodze lotna premia zwieńczona kawą. Tak wygląda codzienność wielu z nas. Ta może być jednak jeszcze lepsza dzięki lekkiej... »

Na szlaku >> z Pszczyny do Alwerni


Polska w dwa dni

Wojciech Osiński
W 2,5-hektarowym skawińskim parku chociaż przez chwilę można odetchnąć od wszechobecnego w tym mieście przemysłowego klimatu
Polska na wprost, Polska po przekątnej, Polska dookoła. Nasz piękny kraj został już objechany rowerem chyba na wszelkie możliwe sposoby, ale każdy z nich ma jedną zasadniczą wadę – wymaga poświęcenia dużej ilości czasu. A ja, żeby przejechać Polskę, chciałem poświęcić maksymalnie dwa dni. Że się nie da? Przeczytajcie...
 
Trzysta dwanaście tysięcy sześćset siedemdziesiąt dziewięć kilometrów kwadratowych. Już po przeczytaniu tego równoważnika zdania można stracić równowagę z wrażenia – zwłaszcza, gdyby się to zrobiło, jadąc na rowerze. Ta sześciocyfrowa liczba (zapisana 312 679 już tak groźnie nie wygląda) oznacza powierzchnię Polski. Długość granic z siedmioma sąsiadami to 3511 kilometrów. Dłuższa przekątna to ponad 1000 kilometrów, krótsza trochę mniej. Z zachodu na wschód i z południa na północ po około 700 kilometrów. Te wszystkie dane sprawiają, że projekt Polska w dwa dni – przynajmniej z punktu widzenia przeciętnego cykloturysty – wydaje się abstrakcyjny. No, chyba że ma się pomysł. A ja miałem.
Przy każdej wycieczce staram się dość dokładnie zaplanować trasę, ale teraz musiałem to zrobić wyjątkowo starannie. Początek września to już niezbyt długi dzień i niekoniecznie ciepły wieczór, więc o żadnym późnym poszukiwaniu noclegu i błąkaniu się wieczorową porą nie było mowy. Tym bardziej, że nie jestem brunetem. 
Zabrałem ze sobą Iwonę i Kasię. Obie już nie raz ratowały wycieczki jakimiś błyskotliwymi pomysłami, nie inaczej było i tym razem, ale to dopiero pod koniec drugiego dnia. Na razie było tak: trasa opracowana, bilety na pociągi kupione, nocleg też udało się znaleźć. Można zatem ruszać. Do Pszczyny.
Pszczyna niby leży na Górnym Śląsku, ale na pierwszy rzut oka człowieka, który nigdy wcześniej jej nie odwiedził, wygląda raczej niestereotypowo. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Wojciech Osiński