okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2019 >> Czy te góry naprawdę mogą być przeklęte?

nowości

Gravelowe buty

Mamy już gravelowe opony, ramy, torby, koła, hamulce, widelce, gravelowe stroje i należy tylko wypatrywać gravelowych bidonów i... »

Kawa dla kolarzy

Czy są wśród nas prawdziwi kawosze? Nie mam najmniejszych wątpliwości – w końcu, gdy w czasie rowerowego spotkania padnie temat... »

System antykapciowy

Schwalbe zaprezentowało kolejny system zastępujący dętki, czyli Urban Airless System. Dzięki specjalnej, termokurczliwej, poliuretanowej... »

Torba na rower

Tym razem prezentujemy nieco inną torbę – Accent wprowadził do sprzedaży niedrogi pokrowiec, który przyda się, kiedy rower musi... »

poradniki

Z bagażem na plecach lub… biodrach

Lekki, wszechstronny i wygodny. Właśnie taki powinien być dobry plecak rowerowy. Jeszcze lepiej, jeśli nie odczujecie jego obecności na... »

Na szlaku >> Czarnogóra i Albania


Czy te góry naprawdę mogą być przeklęte?

Krzysztof i Dariusz Leszko
Wąskie i kręte serpentyny w Czarnogórze
O albańskich Górach Przeklętych usłyszeliśmy gdzieś przypadkiem. Ich groźnie brzmiąca nazwa od razu nas zaintrygowała. Nie pamiętaliśmy jej z lekcji geografii. Każdemu, komu o nich wspominaliśmy, także nic nie mówiła. Jednak po odnalezieniu ich na mapie, wyszukaniu zdjęć panoram oraz lekturze relacji osób, które już je odwiedziły, bez wahania obraliśmy je za cel naszej wyprawy.
 
Czy to jest na pewno dobra droga? Zastanawiamy się, zatrzymując nasz samochód zaraz za mostem w miejscowości Bosanski Brod w Bośni i Hercegowinie. Za sobą mamy już kilkanaście godzin jazdy i ponad 1200 kilometrów względnie dobrej i wygodnej drogi. Tuż przed nami kończy się jednak asfalt, a zaczynają gruntowe wertepy. Zarówno nawigacja, jak i drogowskazy do Šćepan Polja, w którym mamy przekroczyć granicę z Czarnogórą, uparcie nakazują dalszą jazdę na wprost. Jedziemy więc dalej, by tuż przed zmrokiem dotrzeć szczęśliwie do prowizorycznej, drewnianej konstrukcji, pełniącej funkcję mostu granicznego. Pokonawszy go, dalej po nowej już, równiutkiej nawierzchni wjeżdżamy do Nikšiciaa, gdzie na czas wyprawy planujemy pozostawić nasze auto.
Za pierwszy cel obieramy góry Durmitor – jedno z wyższych pasm Gór Dynarskich, położonych w północnej części Czarnogóry. Dzieli nas od nich dystans około 90 kilometrów, który decydujemy się podzielić na dwa odcinki. Bo już pierwszy, 17-kilometrowy podjazd na przełęcz nad Krnovem (1475 metrów n. p. m), daje nam przedsmak tego, jakiego typu tras powinniśmy w ciągu najbliższych trzech tygodni się spodziewać. Jak najszybciej musimy przywyknąć więc do pokonywania częstych i długich podjazdów. Tuż przed Šavnikiem, nieco zmęczeni, zwabieni zapachem, zaglądamy do jednego z przydrożnych szałasów-restauracji. Tu, w znany chyba tylko miejscowym sposób przyprawiona, pieczona na wolnym ogniu jagnięcina, podana z pieczonymi ziemniakami i serbską sałatką, szybko i skutecznie zaspokaja głód, dodając nam energii do dalszej drogi.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Krzysztof i Dariusz Leszko