okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> "Znaj rzeczy miarę...!"

poradniki

Rowerem do pracy

Ulica, praca, a po drodze lotna premia zwieńczona kawą. Tak wygląda codzienność wielu z nas. Ta może być jednak jeszcze lepsza dzięki lekkiej... »

Na finiszu >> Bajew-ów 2-óch


"Znaj rzeczy miarę...!"

Przemysław Bajew
 
Wiele lat temu podróżnicy rowerowi pod patronatem „Rowertouru” podjęli ambitne wyzwanie przemierzenia Afryki, z północy na południe. Podróż miała charakter sztafety, trasę podzieloną na odcinki pokonywały rowerami kilkuosobowe zespoły, docierające z Polski na miejsce startu kolejnego etapu. Szlak wiódł śladami przedwojennej, samotnej wyprawy naszego wspaniałego rodaka Kazimierza Nowaka. „No ludzie kochani!” – że zacytuję naszego prezydenta noblistę. W tamtych latach już samo dotarcie do Afryki było czymś niezwykłym, a przejechanie jej na rowerze... Ani dróg, ani hoteli, pól namiotowych, serwisów i sklepów, na dodatek z białą twarzą intruza – to była zuchwałość niezwykła. Czy ten człowiek w ogóle rozumiał, na co się porywa? Przecież jakaś poważna awaria sprzętu, lew odgryza nogę, hiena drugą, Zulus częstuje trefnym maniokiem, koniec. A i dzisiaj nie byłoby łatwo. Wprawdzie mamy Aliexpress, dostarczą wszystko i wszędzie, w każdy zakątek globu, i co tylko nam się zamarzy – lichtarz, zbiornik do szamba, bransoletkę z podobizną Che Guevary, sztuczne oko, naprawdę wszystko. No, może za wyjątkiem rosyjskiej łodzi podwodnej typu Murmańsk, bo już z chińską nie ma problemu, trzeba tylko wybrać kolor i opcję dostawy. Czyli nasz bohater pojechał w busz kompletnie na wariata? Aż tak chyba jednak nie. Miał wsparcie firmy produkującej rowery i część wyposażenia dostarczano mu na bieżąco pocztą lotniczą. Logistyka na najwyższym poziomie. Należy też dodać, że nie rozstawał się ze strzelbą. Ja, osobiście, nie mam zwyczaju wozić karabinu. I lepiej niech tak zostanie, bo na drodze bywam nerwowy. O ile staram się omijać najmniejsze ślimaki i dżdżownice, o tyle niegrzecznych i nieuważnych użytkowników drogi goniłbym niczym ogary dzika zainfekowanego wirusem ASF. Niedawno pisaliśmy tutaj ze Sławkiem o planowaniu – robić to czy improwizować, zdając się na łaskę losu? Ale chciałbym teraz poruszyć jeszcze inne, moim zdaniem, niemniej istotne aspekty całej naszej zabawy w rower. Bo po pierwsze: do jakiego momentu to jeszcze zabawa? Po drugie: kwestia szeroko pojętej odpowiedzialności. Rzeczywiście, stawianie tego typu zagadnień śmiało można nazwać dzieleniem włosa na czworo, czy nawet uznać za czepianie się szczegółów. Ale zastanówmy się, czy aby niekiedy nie kieruje nami zbytnio nasz nieodłączny towarzysz – egoizm?
Nie żyjemy przecież w próżni. Większość z nas ma rodzinę, pracę i na głowie mnóstwo obowiązków. Rower to nie wszystko, jasne. Nikt chyba przecież nie porzuci realiów życia, by jego resztę spędzić na siodełku. A może jednak? Czy zatem sposób zarządzania naszym osobistym czasem może coś o nas powiedzieć, czy nie będzie on pewną wykładnią tego, jacy w rzeczywistości jesteśmy? Gospodarowanie nim uznamy za naszą mocną stronę, czy raczej niekoniecznie? I co to w praktyce mogłoby oznaczać? Jak znaleźć złoty środek, równowagę pomiędzy tym, co powinniśmy, a tym, co możemy, tym, co wypada, a tym, czego chcemy i tym, na co stanowczo nie mamy ochoty, a sytuacja nas zmusza? Czy jednak losy Kazimierza Nowaka, który położył na szali dosłownie wszystko, co miał, i wszystko stracił, nie są pewną przestrogą dla każdego, kto swoją pasję zbytnio próbuje uświęcić, usprawiedliwiać, na przykład zbyt długie i częste wypady w świat, oczekując nawet przy tym pewnego rodzaju hołdów, podziwu, że „tak mam, nic nie poradzę, więc nauczcie się ze mną żyć albo...”. Albo co? Pewnie niektórzy pamiętają jeszcze sucharek sprzed lat o Janku Muzykancie, który nagle powiada: – Mozart umarł, wcześniej Bach, a teraz mnie tak coś gniecie w dołku. „Znaj proporcje, mocium panie!” – pisał hrabia Aleksander Fredro. Warto czasami rozważyć te słowa, bo przecież nikt z nas nie jest pępkiem świata. Patrzmy na życie z góry, ale nie z wyższej perspektywy niż rama rowerowa. Wyżej możemy co najwyżej podskoczyć. Lepiej jednak nie próbować, bo upadek z wysokości nadmuchanego ego może naprawdę zaboleć.. 
 
Przemysław Bajew – jeździ na rowerze długo i dużo. Zwiedza świat przeważnie na czas, ale nie są mu obce leniwe przejażdżki. Pasjonat muzyki, książek i filozofii. Refleksje spod kasku snuje nieustannie. Pracuje i mieszka z rodziną w Puławach.
 
 


Zdjęcie: Przemysław Bajew