okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 4/2019 >> Nie odstawiłem roweru do kąta

poradniki

Palcem po mapie

Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak zagubienie podczas wycieczki rowerowej jest w stanie zburzyć radość, którą czerpiemy z jazdy.... »

Od drewna do karbonu

Nie ulega wątpliwości, że koło to jeden z najistotniejszych wynalazków ludzkości. Od tysięcy lat znajduje zastosowanie niemal we... »

Styl życia >> Jan Kudra


Nie odstawiłem roweru do kąta

Z Janem Kudrą, kolarzem szosowym, wielokrotnym mistrzem Polski i reprezentantem kraju, olimpijczykiem z Tokio, dwukrotnym zwycięzcą Tour de Pologne, rozmawia Jakub Terakowski
Jan Kudra w swoim żywiole
Przepraszam za niedyskrecję, ale ile Pan ma lat?
– Prawie 82.

I nadal jeździ Pan na rowerze?
– Tak, dojeżdżam nim do pracy. Dziesięć kilometrów w jedną stronę, w sam raz na rower. Przyjemniej, niż zatłoczonym i spóźniającym się tramwajem, z przesiadką na autobus. Chociaż przyznaję, że gdy pada deszcz lub śnieg, korzystam z komunikacji publicznej.

Do pracy? Nie przeszedł Pan na emeryturę?
– Przeszedłem, ale pracuję nadal, prowadzę serwis i sklep rowerowy. Pracuję już 64 lata, wliczając w to trzy etapy mojego życia: kolarstwo, etat i własną działalność.

Był Pan zawodowym kolarzem?
– Nie, w latach 60. ubiegłego wieku nie było w Polsce zawodowych kolarzy, ścigaliśmy się amatorsko. Każdy z nas był gdzieś zatrudniony, a „zarobki utracone”, z powodu udziału w zgrupowaniach lub wyścigach, zwracał nam Polski Związek Kolarski. 

Jak zaczęła się Pana kolarska kariera?
– Od skoków wzwyż... (śmiech). Wychowałem się na peryferiach Łodzi, uganialiśmy się tam za piłką, trenowaliśmy lekką atletykę. Szczególny talent miałem do skoków. O rowerze mogłem wtedy tylko pomarzyć...

I marzył Pan?
– Oczywiście, jak każdy z nas, ale tylko syn najbogatszych sąsiadów mógł się nim pochwalić. Patrzyliśmy za nim tęsknym okiem. Rodziców reszty dzieciaków nie było stać na taki luksus. Mój tata jeszcze przed wojną kupił sobie rower, aby dojeżdżać nim do pracy, ale dopiero po przejściu na emeryturę pozwolił mi na nim jeździć. Byłem wniebowzięty! Zacząłem od „odchudzenia” roweru... (śmiech). Zdemontowałem niepotrzebne wachlarze oraz bagażnik. I już podczas pierwszej przejażdżki zacząłem marzyć o Wyścigu Pokoju. Nic oryginalnego, któż z nas wtedy o nim nie marzył?
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Krzysztof Stepowicz