okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 4/2019 >> Poczet pionierów

poradniki

Z węża lub butelki

Bidon pełen wody jest tak samo ważny jak zapasowa dętka czy podręczny zestaw narzędzi. Bez częstego nawadniania nie ma mowy o wydajnej i... »

Styl życia >> historia turystyki rowerowej - część III


Poczet pionierów

Piotr Ejsmont
Przyjemność pedałowania we francuskim regionie Vaucluse
Tym artykułem finalizuję temat pierwszych rowerowych obieżyświatów. Prześledźmy zatem losy kolejnych rowerowych turystów-pionierów, tych znanych z kart historii (choć w Polsce nie tak bardzo jak Kazimierz Nowak), ale też tych przez nią zapomnianych. Na przełomie XIX i XX wieku niestraszne im były wstrząsające światem liczne wojny i konflikty zbrojne, bandy zbójów atakujących podróżnych czy problemy techniczne pojazdów. Jechali coraz dalej, a interesowały ich nie tylko piękne krajobrazy i pokonywane kilometry.
 
Jarosław Pieniążek był urzędnikiem, co nie przeszkadzało mu uwielbiać wycieczki rowerowe. Mieszkał we Lwowie i miał wielkie marzenie: zobaczyć kiedyś morze. Z pomocą przyszedł mu rower. W 1896 roku Jarosław zaplanował podróż do Gdańska i z powrotem. Pod koniec lipca dostał urlop, a do wyprawy namówił mieszkającego pod Krakowem przyjaciela, Kazimierza Borkowskiego. Lwowiak postanowił, że każdego wieczoru będzie spisywać swoje wrażenia, wysyłać je do domu, a następnie publikować w sześciu odcinkach w warszawskim „Cykliście”. Plan był taki, aby podróżowanie rowerami przeplatać jazdą pociągiem, oczywiście tylko tam, gdzie pedałowanie było mocno utrudnione. Młodzieńców czekało przekraczanie granic Rosji i Niemiec. Patriotycznie nastawiony Pieniążek chciał wszędzie rozmawiać po polsku i wyłapywać wszelkie oznaki polskości. 
Wyprawa ruszyła spod Rzeszowa. Po dwóch dniach jazdy panowie dotarli do granicy z Królestwem Polskim. Zostali zatrzymani przez celników na trzy godziny, żeby wypisać niezbędne druki paszportowe oraz celne. Od wwożonych rowerów musieli uiścić kaucję po 20 rubli, którą później mogli odebrać, jeśli tym samym rowerem będą wracać przez to samo przejście graniczne. Od granicy do Sandomierza, który był najbliższym miastem, wiodła wzdłuż Wisły paskudna, brukowana droga, która wspinała się pod stromy wał. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Źródło: Jean Durry, „La Bicicletta”, 1981