okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 4/2019 >> Rumcajsowe wyżyny

poradniki

Z węża lub butelki

Bidon pełen wody jest tak samo ważny jak zapasowa dętka czy podręczny zestaw narzędzi. Bez częstego nawadniania nie ma mowy o wydajnej i... »

Na szlaku >> Czeski Raj: Jiczyn i okolice


Rumcajsowe wyżyny

Tomasz Larczyński
Vyhlídka Míru w Skałach Prachowskich. Na horyzoncie słynny wulkan Ralsko
Gdy niedługo po pierwszej dłuższej wyprawie przyczepkowej („Rowertour” 4/2018) oznajmiłem otoczeniu, że to koniec, młody już nie wyrabia w foteliku, więc wsadzam go na normalny rower, to, cóż, otoczenie jednogłośnie uznało mnie za niespełna rozumu. Jakim cudem mam zamiar zobaczyć dziecko na dwukołowym rowerze (na holu, ale zawsze), w wieku lat trzech, a więc takim, w którym wielu rodziców dopiero wkłada swoje potomstwo do przyczepki, a nie z niej je wyciąga?
 
A to już pytanie nie do mnie, ale do wspomnianego potomstwa. Ja tylko mam tu do skreślenia kilka słów o wyprawie, która okazała się najlepszym dotychczasowym wyjazdem z dzieckiem, i to wliczając także te nierowerowe.
Od razu zaznaczmy, że za większą część tej fajności odpowiadała idealnie wybrana baza. Po zeszłorocznej wyprawie na Morawy, tym razem zdecydowaliśmy się na radykalną zmianę kierunku, mianowicie na Czechy! A tamże, zgodnie z moim geomorfologicznym zboczeniem, na konkretny mezoregion – Wyżynę Jiczyńską (Jičínská pahorkatina), wschodnią część Płyty Północnoczeskiej, gdzie w samym jej środku, nad amfiladowym ciągiem rybnych stawów, ulokował się Autocamp Jinolice. Jego właściciele postanowili jakiś czas temu przegonić imprezowiczów, którzy są zmorą wielu czeskich kempingów, i wypromować się jako baza dla rowerzystów i rodzin z dziećmi, a to chyba akurat my. Wyszło im to znakomicie, bez luksusów, lecz schludnie. Na miejscu jest proste, ale pełne wyżywienie, place zabaw, sklepik spożywczy, stodoła na rowery i plaża nad jeziorkiem, które dziwnym trafem trzyma fason, mimo pustoszącej kraj katastrofalnej suszy (prawdopodobnie zasilają je podziemne źródła). Osiedliśmy tam we trzech, z młodym i z moim wypróbowanym druhem Andrzejem, w najprostszym jak się da domku – w środku łóżka, krzesła i stół, co oznaczało, że Mirek rano budził się, po czym mył się i jadł już na dworze, rowerował do popołudnia. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Tomasz Larczyński