okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 4/2019 >> Jedź albo giń?!

poradniki

Z węża lub butelki

Bidon pełen wody jest tak samo ważny jak zapasowa dętka czy podręczny zestaw narzędzi. Bez częstego nawadniania nie ma mowy o wydajnej i... »

Na finiszu


Jedź albo giń?!

Sławomir Bajew
 

 

Wieczorem układam plan na jutro. Chcę do pracy jechać na rowerze. Rano co prawda wciąż jest możliwość, by to zrobić, ale jakoś zanikła chęć. Tak albowiem przeplatają się w naszym życiu okresy chęci z okresami niechęci, chcenia z niechceniem, możności z niemożnością. Nawet najbardziej stalowe charaktery ulegają czasem podszeptom wewnętrznego wygodnisia. A rower, jak się zdaje, pobieżnie tylko na fakty okiem rzucając, zawsze niemalże jest w fazie chęci, możności i chcenia. Tak już jest. Wystarczy ludzka wola i już. Powinna to jednak być stalowa wola, żelazowa wola, wola nieugięta. Wola Marcina Korzonka prującego przez pustynie. Wola, dla której alternatywa zawarta jest w zdaniu: jedź albo giń! Podejrzewam, że ten czy inny wytrawny podróżnik rowerowy wie, ile zależy od konsekwencji zrealizowania planów i zamierzeń wyprawy. Moje „pojadę tędy albo tamtędy”, „pojadę jutro”, „a mam to gdzieś i nigdzie nie jadę” ma się nijak do idei realizowania rowerowych wypraw. 
Zastanawiam się, czy ja w ogóle mam prawo zwać się rowerzystą. Te kilka tysięcy rocznie (teraz połowa z elektrycznym wspomaganiem) to jakaś kpina. Trochę mi wstyd, że się nie wyspecjalizowałem w żadnej z rowerowych specjalności. Trochę żałuję, że najwięcej cieplnej energii zostawiłem na radiowym krześle przed mikrofonem, a nie na rowerowym siodełku. Bycie spełnionym radiowcem ma cenę bycia niespełnionym rowerzystą. Proste coś za coś. Ważę, czy zadowolenie z bycia zwierzęciem studyjnym równoważy frustrację zrodzoną z rowerowego niespełnienia. Oto człowiek. Oto ja. Mam wolność, by stać się bohaterem konsekwentnie realizującym misterny plan rowerowej wyprawy szlakiem czegoś czy kogoś tam i mam wolność, by to wszystko, co zamierzałem, odrzucić. Mam wolność, by uczynić jedno lub drugie, zamierzyć i obrócić w perzynę niemalże jednocześnie. Oj, idzie chyba wiosna w przyrodzie i starość w życiu. Wiosna albowiem budzi do życia również to, co tego życia ma już w sobie tyle prawie, co nic. Jeszcze drgną zielone listki na starym dębie, ale on sam wydaje się być zadowolonym jedynie z faktu, że jeszcze stoi. Na swój sposób jest usatysfakcjonowany i zachwycony swoim powykręcaniem. On trwa. Taki, jaki jest. Nie miał żadnego wpływu na wiatry, co mu gałęzie łamały. Miał jedno zadanie w swoim życiu: być dębem. I był od czasu, gdy wykiełkował z żołędzia i wyrósł pod stopą Chrobrego. A tam był – jest do dzisiaj! 
Kręcę pedałami bez większego wysiłku. Mijam w zasadzie ten sam krajobraz codziennie. I nieomal codziennie przejeżdżam koło tych drzew. Kiedy znowu wpadłem w trans, nawet nie zauważyłem. Jeżdżenie i dojeżdżanie rowerem bardzo mnie odpręża. Myśl snuje się swobodnie, bez skrępowania ocierając się o granice śmieszności. Dobrze, że nie zrezygnowałem dzisiaj z jazdy do pracy rowerem. Czuję, że przed kolejnym dniem pracy to właśnie ten wysiłek ożywia moją wyobraźnię i chroni przed popadaniem w rutynę. Pewnie w drodze powrotnej znowu przerobię pod kaskiem jakąś ważną filozoficzną kwestię. No chyba, że będę rozważał, jak to by było być sójką albo dzięciołem. Oczywiście na rowerze. 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.